poniedziałek, 25 czerwca 2018

Od Shamiry CD Sho

Niepewnie, podpierając się na drżących rękach, uniosłam się do siadu. Po tym, jak Shougo popchnął mnie na podłogę, przez dłuższy czas bałam się ruszyć. Jednak, gdy wyszedł i upewniłam się, że nie ma go już w okolicy, zmusiłam się do przełamania zarówno fizycznej, jak i psychicznej, blokady. 
– Sho... – szepnęłam, odwracając się do chłopaka. Leżał w bezruchu z zamkniętymi oczami. Jego prawa część twarzy spotykała się z podłogą, powoli barwiąc się czerwoną cieczą.
Na czworaka zbliżyłam się do niego, by sprawdzić oddech. Kamień spadł mi z serca, gdy okazało się, że żyje, mimo pozorów, jakie stwarzała powiększająca się plama krwi. Z góry wiedziałam, że nie będę w stanie przenieść go na łóżko, więc od razu teleportowałam go na nie. Zaraz też w moich rękach pojawiła się apteczka. W krótkim czasie, opatrzyłam jego dłonie, ograniczając krwawienie z ran znajdujących się na nich. Zmyłam także z niego krew, choć nie odważyłam się go przebrać. Upewniłam się, czy wszystko -oczywiście jak na tą sytuację- dobrze z jego stanem i zgarnęłam moje włosy z podłogi. Postanowiłam nad nimi nie rozpaczać. W końcu odrosną.  Powinnam się cieszyć, że moja szyja jest tylko lekko nadcięta w stronę kręgosłupa, co nie było jakoś bardzo widoczne. Jednie strużka krwi zdradzała jego istnienie. Wciąż słabo się czułam, jednak chciałam ograniczyć ewentualną chęć zrobienia tu porządku przez Sho. Wraz z apteczką, wybrałam się na poszukiwania śmietnika. Zawędrowałam w ten sposób do kuchni, gdzie składzik przedmiotów położyłam na stole, wcześniej wyrzucając kosmyki. Rozpięłam zamek. Zabandażowałam fragment z ciągnącą się kreską przy głowie i przeszukałam dalszą część. Tak, jak wcześniej mi się wydawało, w środku dostrzegłam znajomy środek i strzykawkę. Niby obiecałam sobie, że nigdy więcej tego nie zrobię, jednak złamałam to postanowienie już w tym miejscu, na którego samo wspomnienie dostaję ciarek na plecach i zawsze chwilę zajmuje mi  przypomnienie sobie, że ci ludzie którzy to zaczęli,, już zniknęli. Jednak ci, co przychodzili wciąż żyją... I nadal stanowią zagrożenie. Sho jednak prędko się nie wybudzi, więc... Przyjrzałam się wyciągniętej przed siebie ręce. Kreski się goiły, po ostatnim podaniu nie było prawie śladu. Tylko siniak, stanowiący jedynie kompozycję z całą resztą pozostałości po  klientach. Z wprawą przygotowałam sprzęt, by za chwilę go wykorzystać. 
Gdy ocknęłam się z pierwszych mroczków, niemal automatycznie ruszyłam do Sho. Stan przyrostu energii nigdy nie utrzymywał się u mnie zbyt długo, dlatego chciałam wykorzystać moment, w czasie którego jeszcze mogę się ruszać. Z progu przyjrzałam się jego twarzy. Nic się nie zmieniło. Westchnęłam ciężko, zabierając się za czyszczenie zaschniętej plamy krwi. Ze względu na powierzchnię, szybko się z nią uporałam, mimo chwilowych karuzeli w głowie. Nadszedł moment, w którym miałam ochotę po prostu iść się położyć i spać. Z trudem wstałam, a z jeszcze większym dotarłam do łazienki by umyć ręce i wrócić do chłopaka. Chciałam spać, jednak nie mogłam pogrążyć się w ciemności. Moje usiłowania zaśnięcia przerwała pobudka Sho. Spod zmrużonych oczu obserwowałam, jak otwiera powieki, jak powstrzymuje odruch zasłonięcia twarzy w ochronie przed światłem. 
- Jak się czujesz, Sho? - zapytałam cicho, sprawiając, że rzucił w moją stronę krótkie, zaskoczone spojrzenie.
- Obudziłem cię...? Przepraszam... - odparł, wzdychając ciężko. 
- Powiedzmy, że mam płytki sen - stwierdziłam z delikatnym uśmiechem. Nie cała prawda, niepełne kłamstwo.
- Eh... Daijoubu... - również się uśmiechnął – A czy tobie nic nie jest? 
- O mnie się nie martw. Teraz na serio nie jest tak źle... - przymknęłam powieki, wtulając się bardziej w jego ramię. Za chwilę przewrócił się na bok i objął mnie w pasie, drugą rękę wplatając w moje włosy. Złożył krótki pocałunek na moim czole.
- Przepraszam, że nie byłem w stanie cię wtedy obronić... Dla ciebie zrobiłbym wszystko... - szepnął tak cicho, że ledwo go usłyszałam. 
Chwilę milczałam, myśląc, co powiedzieć.
– Nie przejmuj się. Ważne, że żadne z nas się nie wykrwawiło czy nie zostało porwane– stwierdziłam. – Śpij, proszę. Musisz wyzdrowieć. 
– Właśnie... Jak gorączka...? 
– Prawie o niej zapomniałam. – chociaż wciąż mi zimno i mam dreszcze. - dodałam w myślach. Przesunęłam rękę ku jego twarzy i delikatnie przejechałam opuszkami palców po policzku – Śpij. 
Nie otwierał oczu przez dłuższy czas, aż w końcu jego oddech się uspokoił. Uśmiechnęłam się, czując miarowe bicie jego serca.

***

Minęło parę dni, w czasie których zmuszałam Sho do regenerowania sił, choć sama latałam nawet bez pięciu minut drzemki i ciągle kichałam, miałam dreszcze lub inne takie zabawne objawy przeziębienia.
Nie przyjmowałam też stałych mieszanek leków, przez co wciąż byłam tykającą bombą, nabuzowaną ciągle dzięki zestawowi strzykawek. 
Westchnęłam cicho, wstając z krzesełka  obok łóżka na którym leżał Sho. Przed chwilą się obudził, zaledwie na parę sekund, po czym zasnął. Ruszyłam ku kuchni, po szklankę wody. Jakoś specjalnie głodna w ciągu tych  ostatnich czterdziestu ośmiu godzin nie byłam, jednak gardło wysychało mi nieustannie. Z szafki wyjęłam szklankę, którą następnie napełniłam wodą. Gdy już miałam ją podnieść, zachwiałam się, niemal się przewracając. Szybko odstawiłam naczynie i podparłam się o blat, szybko oddychając. Za chwilę wszystko się uspokoiło, więc ponowiłam próbę. Ledwo przeszłam przez próg, zrobiłam może dwa kroki i straciłam czucie w nogach, momentalnie lecąc do przodu. Głową uderzyłam o ziemię. Przed oczami zatańczyły mroczki, czemu towarzyszył brzdęk pękającego szkła i rozpryśnięcie się jego odłamków, na których dźwięk mocno zamknęłam powieki. Nieważne jak bardzo walczyłam, by później utrzymać przytomność- nie udawało się i w końcu ją straciłam.

***

Po pierwszym rozchyleniu powiek, parę razy musiałam pomrugać, by obraz się wyostrzył. Rozejrzałam się wtedy po pomieszczeniu, zatrzymując wzrok na Sho, siedzącym po prawej stronie ze zwierzoną głową, zakrywając oczy dłońmi. Łóżko na którym leżałam zaskrzypiało, przez co podniósł wzrok.  Nasze spojrzenia się spotkały, zatrzymując. Panowała niezręczna cisza. 
– Sho... – zaczęłam powoli podnosić się do siadu. Gwałtownie uniósł rękę i nim zdążyłam zareagować, ta podążała w moją stronę. Zamknęłam odruchowo oczy. Minęło parę sekund. Rozchyliłam powieki, dostrzegając dłoń zatrzymaną dosłownie parę milimetrów od celu. Spojrzeniem, powoli zamazującym się przez zbierające się łzy, zawędrowałam na właściciela kończyny. Patrzył się przed siebie, jakby zszokowany i nie rozumiejący co się stało. Znowu ta schiza. Wtedy, przy pierwszym spotkaniu, też nie wiedział co się z nim dzieje... Momentalnie padł na kolana, złożone ręce unosząc nad głową i przepraszając, trzymał ją spuszczoną. Chwilę na niego się patrzyłam, po czym przykucnęłam- z niemałym trudem, bo samo zejście na podłogę było trudne, ale się udało- obok i uśmiechnęłam się. 
– Sho, spokojnie... – szepnęłam, dłonią delikatnie zmuszając go do rozlączenia i opuszczenia rąk wzdłuż ciała. – Przecież nic się nie stało. Nie musisz przepraszać. A już napewno nie tak bardzo. W ogóle nie musisz. 
Uniósł głowę. Wciąż trzymałam jego dłoń. Zdałam sobie z tego sprawę i nieco speszona cofnęłam kończynę. 
– Naprawdę, Sho, nic się nie sta- - przerwał mi jego nagły ruch, jakim było rzucenie się w moją stronę. Plecami spotkałam się w podłogą, zamknięta w uścisku chłopaka.

< Sho? ( ͡° ͜ʖ ͡°) >

Od Arisu CD Break

Po tym, jak mój zwariowany czy też psychiczny nauczyciel od wychowania do życia w rodzinie, wyszedł z domu, zostawiając mnie w nim samą, nie zamierzałam zwiedzać zakamarków jego mieszkania. Jeszcze znajdę jakąś piwnicę pełną trupów, gnijących i okrytych robakami i sama do nich dołączę jako nowe, świeże pożywienie. Albo pomieszczenie pod ziemią wypełnione wijącymi się osobnikami z wibratorami w dupach. No nie, dzięki, wolę sobie oszczędzić takich widoków.
Zamiast tego, sięgnęłam najpierw do włącznika światła, a następnie do mojej torby i wyjęłam z niej kartki i ołówek. Rozejrzałam się w poszukiwaniu inspiracji. Jedyne jednak, co dostrzegłam, to ta pół-żywa szmatka do wycierania kurzu gapiąca się na mnie z niepokojącym uśmiechem. Uśmiechnęłam się w podobny sposób, wyciągając dodatkowo z worka zapalniczkę. Położyłam ją obok swojego ciała, w dłoni zastępując ją ponownie ołówkiem. Jeszcze jej nie spalę. Jeszcze, ale w ciągu najbliższych dni, to coś może się pożegnać z życiem. 
Moje wyobrażenie postanowiłam przełożyć na papier i w ciągu pół godziny powstał szkic palącej się lalki. Nie chciało mi się cieniować, więc kartka po chwili została przetrzymana zapalniczką przy ziemi. Następny na przetworzonym drzewie zaszczyt miał pojawić się królik, bliski wyzionięcia ducha, siedzący obok śpiącego wilka. Zewsząd byli otoczeni mackami, w jednym miejscu ukrywało się pojedyncze oko. Kiedy odkładałam już rysunek na ten z ogniskiem, uznałam, że czegoś brakuje. Tak właśnie pojawił się delikatny zarys drugiego wilka, unoszącego się nad dwójką. Kolejne na papierze były lekko rozchylone usta, zaopatrzone w długie, ostre kły. Wszystko ociekało ciemną krwią, której strużka wylewała się z kącika mordy.
Właśnie gumką tworzyłam światło na zębie, gdy drzwi otworzyły się gwałtownie i niemalże wbiegł przez nie Ayumu. Wpatrywałam się w niego tępo, mając na twarzy wypisane "wtf". 
– Ariś, co się stało? – Usiadł na skraju łóżka, na co się wyprostowałam, spinając wszystkie mięśnie. Przewyższał mnie o te durne osiemnaście centymetrów, przez co patrzył się na mnie z góry. 
– Ym... – skierowałam rysunek w dół, tak, by go nie widział. – Mały wypadek...? A co ty tu robisz...?
– Ten psychol mnie tu zaprowadził. Myślałem, że chce cię skrzywdzić...
Wskazał  głową na nauczyciela stojącego w drzwiach, opierającego się na lasce. Na samo wspomnienie o sobie uśmiechnął się.
– Pójdę zrobić herbatkę! – powiedział wesoło, zgarniając lalkę i wychodząc. Zostawił otwarte drzwi. Ayu wstał i zamknął je. Za chwilę wrócił do mnie. 
– Nie czuję zakażenia w twojej krwi, jednakże... Pokaż to. – zaczął odwijać jeden z opatrunków. Odruchowo chciałam się wyrwać, jednak uniemożliwiał mi to mocny uścisk przy nadgarstku. Zdawałam sobie sprawę, że niektóre rany wciąż lekko krwawią, przez co nie chciałam go do nich dopuścić. Moje protesty jednak były zbyt słabe. 
– Chyba gorzej wygląda niż boli, prawda? – palcem zgarnął kropelkę krwi, by następnie ją zlizać. Momentalnie w jego oczach pojawił się niepokojący błysk. Gwałtownym ruchem zgarnął mnie, zrzucając z łóżka, by następnie podnieść, trzymając za szyję. Chwilę potem plecami przylegałam do ściany, stopami nie mogąc dotknąć ziemi. Zamiast tego, owinęły się wokół nich macki, sięgające też rąk czy twarzy. Mój obojczyk znajdował się na wysokości ust białowłosego. Skóra była przebijana pazurami, przez co ciekły z niej strużki krwi. Ledwo oddychałam, czując, jak moja tchawica jest miażdżona. I choć miałam zamknięte oczy, wszystko byłam w stanie sobie wyobrazić. Językiem przejechał po mojej kości, łączącej mostek z łopatką. Drgnęłam, czując serię dreszczy na karku. Rozchyliłam nieco powieki, patrząc tępo przed siebie. Nieco nieostre kły znikły pod skórą. Cicho krzyknęłam, nie mogąc tego wytrzymać. Kątem oka widziałam ruch klamki. Kiedy... Kiedy on zamknął te durne drzwi na klucz? Skąd on go w ogóle miał?
Osoby za nimi chyba to nie powstrzymało, bowiem za chwilę cicho otworzyły się. Zamknęłam oczy, próbując złapać oddech. Kiedy rozchyliłam powieki, dostrzegłam błyśnięcie ostrza. Najpierw macki, które coraz bardziej wokół się oplatały, a następnie ręka, którą opierał się o ścianę, zostały odcięte. Wampir cofnął się, uwalniając moją szyję od pazurów oraz kłów. Puszczona, zleciałam w stronę podłogi, nie mając siły choćby odpowiednio wylądować. Wtem złapano mnie w pasie i zatrzymano w miejscu poprzez uścisk. Wyczuwałam zapach nauczyciela. 
Domyśliłam się, że musiał odepchnąć Ayu, by teraz odłożyć mnie na ziemię. Skuliłam się pod ścianą, obserwując rozbieganym spojrzeniem to, co chciał zasłonić mi nauczyciel, stojący parę centymetrów przede mną. Nie chcę, by ten człowiek umarł przez moją głupotę- w moim umyśle zamigotała jedna, mocna myśl, jednak nie mogłam się zmusić, by wstać, więc zostało mi obserwowanie broni białej, trzymanej w rękach jednookiego i oszalałego Ayumu. Ten drugi w krótkim czasie, mimo braku reki, znalazł się blisko wyższego o pięć centymetrów mężczyzny, zamachując się na niego pazurami. W momencie gdy zostały odcięte wraz z kończyną, walka była przesądzona, a mimo to, oszalały wciąż szarżował. W ostatnich swych momentach, został przecięty na pół, poziomo, tuż pod żebrami. Gdy jego cały organizm umarł, zamienił się w płomyczki ciemnego, fioletowego ognia, który zgasł, gdy tylko znikło ciało.
Podpierając się ścianę, podniosłam się na równe nogi. Xerxes przetrzymał mnie, obejmując jedną ręką. 
– Miałem rację, że tak będzie. – dotarł do mnie jego przytłumiony głos. – Tak traktować swoją ukochaną... Ta młodzież...
Ledwo trzymałam się na nogach i nie miałam ochoty wysłuchiwać rozkmin białowłosego. 
– Przepraszam, że musiał pan przeze mnie... Walczyć i dodatkowo, to tylko w obronie tak bezwartościowej... 
Osunęłam się, czując gwałtowny ból głowy. Przestałam kontaktować. 
           Nie wiem ile spałam, jednak był to krótki okres czasu. Gdy gwałtownie się poderwałam, na skraju łóżka odnalazłam Xerxesa. 
– Ych... – mruknęłam – Czuję się, jakbym spała z pięć lat... – ptzetarłam powieki. 
Na sekundę powrócił ból, przez co złapałam się za głowę, cicho sycząc. 
– Xerxes... Jakim cudem mnie znalazłeś? – zapytałam powoli. 
Wspomnienia. Część wspomnień wróciła, a to ciało, które powinno być martwe, zapełniły prawdziwe wspomnienia. 
Z posępnego wyrazu twarzy pozostał zaskoczony. 
– Co-Corrinne? – wydukał. 
– Chyba tak. – szepnęłam. 
Nawet nie dostrzegłam momentu, kiedy znalazłam się w jego objęciach. W oczach stanęły mi łzy. Także oplotłam go ramionami.
– Xerxes... Przepraszam! Przepraszam, że wtedy znikłam! Że tak długo mi to zajęło! Przepraszam... Bardzo, bardzo przepraszam, Xerxesie...
Nic nie odpowiedział, wzmacniając uścisk. Cofnął jedynie twarz, by spojrzeć na mnie i złączyć nasze usta, pchając nieco do tyłu. Plecami napotkałam miękki materac, czując, jak jego ciało wciska mnie w materiał.

< Xerciu? ❤>

Od Nuali cd Kyo

Po wyjściu chłopaka poszłam oglądać tv. Po kilku dłuższych chwilach lokaj przyniósł mi jedzenie.
Dni mijały mi na pracy, to też musiałam jechać do firmy podpisywać umowy, czy też inne papiery. Kilka razy spotkałam się z kolegami Kyo, choć jak informowali, że już idzie, wychodziłam wcześniej. Tak właśnie unikałam go, nie miałam czasu. Łaziłam po sklepach, czasem po różnych imprezach, to też jeździłam na spotkania.
Wolnego czasu miałam mało. Więcej zajmowała mi praca.
Siedziałam właśnie w swoim gabinecie w firmie i sprawdzałam, to tonęłam w papierach. Miałam spotkanie z kimś jeszcze dziś, także, gdy kliknęłam przycisk. - Ally, tak możesz wpuszczać. - powiedziałam. Po czym zajęłam się porządkowaniem papierów na biurku. Niektóre, chował natomiast inne, wręczyłam asystentce, która przyszła z gościem. Z powrotem zasiadłam w fotelu, prezesa i zaczęłam patrzeć na komputerze kolejne materiały.
- Proszę usiąść i powiedzieć, w jakiej sprawie.. - przerwałam, gdy spojrzałam na osobę, która się zjawiła. Po czym kontynuowałam jakby nigdy nic. - W czym mogę pomóc? - dodałam. Wygodnie usiadłam i spoglądałam na Kyo.
Była niewygodna cisza, jednak po chwili zjawiła się asystentka i przyniosła nam napoje. Dała mi inne papiery do podpisania i chwilę poczekała. Gdy już skończyłam podpisywać, podałam jej także umowę, jak i przerobiona umowę oraz notatki. Po tym wszystkim poszła. Dalsza cisza między nami była głucha i do niczego.
- Mów co masz do gadania, bo nie mam czasu na takie siedzenie. - powiedziałam chłodno.
Otwierał już usta, żeby coś dodać. Jednak wtedy weszło dwóch jego kolegów.
- No, no, no. Nu, nieźle wszystko wyszło. Mam nadzieję, że Kyo wie ile, pracy w to włożyłaś. - zamilkł, gdy zobaczył chłopaka. Wywróciłam oczami i sięgnęłam po swój ciepły napój.

Kyo?

niedziela, 24 czerwca 2018

Od Sienny cd Aki'ego

Zacisnęłam dłoń w pięść i siedziałam w miejscu. Nawet o milimetr się nie poruszyłam. Zaczęłam analizować, co się tu wydarzyło. Co parę minut marszczyłam brwi, na wspominki.
- On.. Jego krew, smakuje jakby, był wielorasowy oraz miał namiastkę człowieka. Że co? Człowiek. C. Z. Ł. O. W. I. E. K. Dawno człowieka nie czułam, jego krwi.. - mówiłam do siebie.
Wzdrygnęłam się, gdy poczułam, iż ktoś się zbliża.
~ Oj Sienna, może dasz w końcu mi się pojawić, wiem, że chcesz dać im wszystkim nauczkę. Ja im ją dam. - usłyszałam swój głos, jednak nieco inny. Zamknęłam oczy.
Przez moje ciało, przeszła nowa energia, lepsza silniejsza. Czułam ogromną chęć zemsty, zapłaty oraz chęci mordu. Po otwarciu oczu miałam na twarzy maskę, a na ramionach płaszcz. Na szyi miałam coś na kształt obroży bądź kołnierza. Na prawej dłoni rękawice, a lewa była odsłonięta.
Poruszam się, zupełnie z inną prędkością. Jakbym była w pełni sobą. Usłyszałam, jak ktoś grozi matce i dziecko, niemal po chwili byłam w ciemnym zakątku.
Jako iż nie wolno, zabijać można trwałe uszkodzić. Przecięłam sobie palcem po ręce, a krew automatycznie ułożyła się w broń. Tym razem była to kosa, pozwoliłam dwóm osobom uciec, a jego zostawiłam sobie do zabawy. Wpierw zabrałam się za jego rękę, obcięłam, nogi to samo i na jego oczach zaczęłam je rozgrywać. W pewnym momencie wepchnęłam mu je do gardła i zniknęłam. Stanęłam na dachu, jednego z wieżowców i patrzyłam, to słuchałam uważnie, kolejnych zabawek. Niemal cała noc zużyłam na zabawę z nimi, te ich krzyki są takie zabawne. Zauważyłam jego, tego z wcześniej z krwią człowieka. Choć mojego uśmiechu nie było, widać. Bawiłam się przednio. Zeskoczyłam, a po chwili znalazłam się za nim. Moja kolejna bronią był bicz. Złapałam go za szyję i przyciągnęłam do siebie. Szarpał się, próbował uwolnić. Przejechałam dłonią w rękawiczce po jego twarzy.
- Człowiek, pyszota. - rzekłam. Mój głos był chłodniejszy i inny. Trzymałam go krótko, gdy zauważyłam wschód słońca. Puściłam go, jednak wpierw zostawiłam mały prezent. Podrapanie, którego nie da, się usunąć. Chyba że ja je usunę. Zniknęłam jak za sprawą czarodziejskiej różdżki.


***


Obudziłam się w koszulce. Pod kocem. Słońce zaczęło mnie oślepiać. Siedziałam w akademiku. Przeciągnęłam się i przekręciłam na drugi bok. Spojrzałam na tablet, po czym klikałam przycisk. Włączyłam ikonkę i zacząłem słuchać wiadomości.

Aki'ego?

Od Victor'a CD Yuri'ego

Panującą do koła cisze przerwał szczeniak Yuri'ego który skomlał gdzieś na korytarzu, poirytowany dochodzącym do mnie dźwiękiem wstałem z krzesła wychodząc z pokoju, dość szybko znajdując irytujące mnie zwierze które obgryzało moją szafkę na książki, wzdychając cicho niedowierzająco w to co widzę, chwyciłem w swoje ręce zanosząc je do pokoju chłopaka, chcąc mu oddać szczeniaka i przy okazji opieprzyć go za to, że go nie pilnuje, jak już przygarnął kundla to niech o niego dba, a nie pozwala mu przeszkadzać mi w pracy i niszczyć moje meble.
- Yuri jeśli twój kundel jeszcze raz obgryzie mi chodź by kawałek mebla zabije cię - Warknąłem wchodząc do jego pokoju zapalając światło. Dopiero w tedy zauważyłem, że chłopaka nie ma w pokoju co mnie trochę zaskoczyło a i może nieco rozwścieczyło, znów to samo wychodzi kiedy chce, robi sobie co chce i w ogóle mnie nie słucha, to że daje mu odpocząć nie oznacza że może sobie tak od zachcianki wychodzić z mojego domu, kiedyś mu się za to oberwie.
- Jak zwykle nieposłuszny gnojek - Mruknąłem pod nosem stawiając psiaka na ziemi, nie mam powodu by robić mu krzywdy fakt faktem zniszczył mi szafkę na książki ale to tylko szczeniak, w dodatku pies więc winę ponosi jego właściciel nie on sam. - Zaraz się policzymy - Dodałem gasząc światło w pokoju następie z niego wychodząc by skierować się do swojego, no cóż musiałem się w końcu jakoś ubrać nie będę w łachmanach na dwór wychodził nawet jeśli to tylko las. Skąd wiem, że poszedł do lasu? To proste ten głupek tylko tam chodzi...Dziwna istota z niego.
Tak więc po przebraniu się w jakieś porządniejsze ubrania wyszedłem z pokoju wychodząc następnie z domu, oczywiście po drodze zamknąłem taras i drzwi z domu a dopiero po tym skierowałem się do lasu gdzie miałem nadzieję spotkać Yuri'ego...Nie, nie ja byłem pewien że on tam będzie w końcu to głupi wilk.
Ja to się chyba nigdy nie oduczę i przez całe życie będę mówił do niego głupek, idiota i wiele innych niegrzecznych słów których tak na prawdę używać nie powinienem, chodź jak by nie patrzeć nie tylko tego robić nie powinienem...
~ Kiedyś przemyśle moje zachowanie - Pomyślałem idąc w głąb lasu nie bardzo wiedząc gdzie konkretnie muszę iść, nie znam się w końcu za bardzo na nim, tak, tak mieszkam tu bardzo długo ale tak szczerze nigdy w lesie nie byłem.
~ Gdzie mam iść? - Spytałem samego siebie oczywiście w myślach, nie będę na głos gadał jak jakiś chory człowiek, chociaż kto mnie tu usłyszy? Chyba nikt mam nadzieję, bo jak by nie było duży przypał by był, ktoś taki jak ja w tym miejscu..Okropność...Nie ma to jak przejmować się innymi ludźmi.
Tak więc kiedy ja użalałem się nad sobą myśląc o tym co by było gdyby, do moich uszu dobiegł dziwny dźwięk jak by dwa walczące wilki, szczerze miałem to gdzieś jednak coś kazało mi tam iść i sprawdzić co się dzieje.
Jak dobrze, że olśniło mnie by tak puść, w innym wypadku Yuri na pewno by został topielcem, nie za bardzo wiedząc co mam zrobić chwyciłem w ręce duży patyk rzucają go w czarnego wilka który pod wpływem uderzenia puścił drugiego wilka odwracając pysk w moją stronę, zwierze było rozwścieczone a ja nieco zaskoczony...To nie był zwykły wilk...Te oczy, ten pysk, te kły to spojrzenie, niepewnie wycofałem się do tyłu gdy zwierze odpychając Yuri'ego zaczęło płynąć w moją stronę by już po chwili wyleźć z niej patrząc na mnie groźnie.
~ Czego tu szukasz głupi bożku? - Ta istota wdarła się do moich myśli, chciała nimi zawładnąć jednak nie było to takie proste, nie jestem głupkiem śmierdzi mi jakimś potężnym demonem, na pewno ma powód by atakować mojego głupka.
- Nie wtrącaj się - Warknął Yuri który nagle wyskoczył z wody stając do mnie tyłem warcząc głośno, tak jak by myślał, że go posłucham.
- Kto to Yuri? - Spytałem spokojnie jeszcze starając się nie unosić.
~ O nie jeszcze nie przedstawiłeś mnie swojemu panu? Braciszku dla czego to boli - Zadrwił wilk a mi od razu przypomniało się to co czarnowłosy mówił o swoim bracie. Aż się wzdrygnąłem na wspomnienie o tym śmieciu, jednak cholernik jest silny, nie wiem nawet czy nie może być silniejszy od samego boga...Niby jestem bogiem zagłady i lodu, jednak nigdy nie wiadomo jak silny jest przeciwnik.
- Czego tu chcesz? - Zadałem kolejne pytanie patrząc na duże czarne bydle.
- Przybyłem przywitać się z bratem i sprawdzić kim jest jego nowy "właściciel"...Nie spodziewałem się, że ktoś taki jak ty mógł sobie wsiąść kogoś takiego jak on - Zadrwił machając swoim ogonem krążąc w koło jak by się do czegoś szykował, trochę niepokojące zachowanie któremu muszę się lepiej przyjrzeć.
- Chwila..To my się znamy? - Nie wiem które pytanie zadałem chciałem wiedzieć.
- Powiedzmy, że powinieneś mnie znać - Stwierdził przybierając ludzką formę, spojrzałem na niego, no cóż znam go tylko z historii czarnowłosego i tak wiem kim jest jednak kto zabroni mi się z nim podrażnić? W razie czego zamrożę skubanego no przynajmniej na chwilę by zdążyć przed nim uciec.
- Hym...Poczekaj, poczekaj...Nie nie kojarzę - Wzruszyłem ramionami.
- Ja tu cały czas jestem - W tej chwili Yuri zwrócił naszą uwagę.
- Oj zamknij już się głąbie - Odparliśmy równocześnie uciszając głupiego wilka.
Yuri od razu zamilkł kładąc uszy po sobie, hehe nie ma to jak zostać uciszony przez brata i pana, choć trochę znudziło mi się to stwierdzenie pan nudne takie.
- Zapłacisz mi za te kpiny - Nagle mężczyzna wyrwał mnie z moich myśli, zaskoczony spojrzałem na niego nagle zaczynając się śmiać, na co ten spojrzał na mnie jak na idiotę, no tak wiem to było dziwne ale prawdziwe zachowanie.
- Co cię tak bawi idioto? - Spytał a wręcz na mnie wy warczał jak zły pies.
- Tylko nie idioto to po pierwsze a po drugie zamknij się i wracaj do budy nie mam czasu na kogoś takiego jak Ty, nie jesteś warty mojej uwagi...Z resztą wracam do domu - Mruknąłem wzruszając ramionami. - Yuri idziemy do domu twój kundel nabroił mi już wystarczająco - Dodałem całkiem olewając brata mężczyzny.

<Yuri? XDD To prawdziwa historia mojej głupoty xDD>

Od Aoby CD Melanie

– Więc, z kim się pobiłeś? – zaczęła moja siostra, podając mi woreczek z lodem, który przyłożyłem do rozciętego łuku brwiowego z cichym sykiem.
 Prawdę mówiąc, niewiele pamiętałem, i nadal czułem uciążliwy ból z tyłu głowy. Miałem wrażenie, jakby wszystkie wspomnienia z dnia dzisiejszego po prostu zniknęły. Było to frustrujące. 
– Mówiłem już, że nie pamiętam – burknąłem, ścierając wierzchem dłoni krew spływającą mi po brodzie z rozcięcia na wardze. Starałem się skupić, odtworzyć jak najwięcej szczegółów, co niezbyt mi się udawało. 
Siostra westchnęła cicho, patrząc na mnie zmartwionym wzrokiem. W tamtym momencie poczułem się trochę jak gówniarz. 
– Chyba wiem, czemu – odezwał się nagle Sei, który dotychczas siedział cicho naprzeciwko mnie i obserwował poczynania dziewczyny. – Musieli ci coś wstrzyknąć, masz ślad po igle na szyi. 
Słowa chłopaka sprawiły, że coś we mnie drgnęło. Zmarszczyłem brwi, starając się po raz enty tego wieczoru przypomnieć, co się dzisiaj stało. Bez skutku.
– Metodą małych kroczków. Co zrobiłeś po skończeniu pracy? – dziewczyna była niezrażona moją amnezją i jak najusilniej próbowała się dowiedzieć prawdy. Wydawała się być trochę zdenerwowana. Z kolei ja zaczynałem być zirytowany tym wszystkim, a szczególnie jej pytaniami.
– Nie wiem, nie pamiętam – warknąłem, wstając z krzesła. 
Byłem zdenerwowany całą tą dziwną sytuacją. W dodatku ból głowy stawał się bardziej uciążliwy, co tylko potęgowało moją irytację. W tamtym momencie miałem tylko na sen, więc wiedziony swoim pragnieniem skierowałem się do swojego pokoju. Nie przejmując się taką drobnostką jak przebranie się, od razu rzuciłem się na łóżko, zamykając oczy. Co się dzisiaj do cholery wydarzyło? Co musiało się stać, bym wdał się w bójkę? Westchnąłem cicho i nim zasnąłem, zdecydowałem się jeszcze sprawdzić telefon. Nadal żadnych wiadomości od Melanie. Dawno się z nią nie widziałem... A może jednak spotkaliśmy się dzisiaj? Zdenerwowany potarłem skronie. Miałem złe przeczucia, ale nic poza tym. Wspomnienia z dnia dzisiejszego nadal nie wracały. Może rano, jak będę w miarę wypoczęty, coś mi się przypomni...

(Melanie?)

Od Salomona CD Aki'ego

Był wczesny ranek i akurat musiałem jechać z kolegami na trening. W końcu za dwa dni mamy zawody. Tragedia. Dzisiaj jednak jakoś za dobrze nie szły nam zmiany niestety. Jednak musimy przez następne dwa dni ostro wziąć się do pracy. Przyjechaliśmy tutaj po to by wygrać, a nie się obijać!
Pokręciłem głową i westchnąłem ciężko, gdy wreszcie udało nam się zrobić wszystko w dobrym czasie i z dobrymi zmianami. Wszyscy zażądali przerwy, bo w końcu od rana minęło już dobre 5 godzin. Bez przerwy tyle biegać to taka mała przesada. Spokojnie udałem się na spacer, chcąc się trochę odstresować. Dodatkowo bardzo martwiłem się o Aki'ego. Nie odzywał się do mnie od kilku dni. Kompletnie nie wiedziałem co się z nim dzieje... Spuściłem wzrok rozmyślając o tym wszystkim. A co jeśli on nie chce mnie już więcej znać? Co wtedy zrobię? Chyba się załamię...
Niespodziewanie jednak szybko zszedłem na ziemię, ponieważ na kogoś wpadłem.
 - Aki - Spojrzałem zaskoczony na chłopaka, który słysząc swoje prawdziwe imię wzdrygnął się delikatnie. Patrzył na mnie, by po chwili wtulić się mocno w moje ciało.
- Przepraszam za moje zachowanie nie powinienem cię z góry oceniać - Szepnął
Zaskoczony stałem przez chwilę, nie bardzo wiedzieć co mam zrobić, a tym bardziej powiedzieć.
Jednak w końcu objąłem go, przytulając go do siebie mocniej. Tak bardzo za nim tęskniłem. Nawet nie sądziłem, że mi wybaczy. Nie spodziewałem się tego. Byłem pewien, że mnie odrzuci.
Niepewnie ująłem jego podbródek, zmuszając go by spojrzał w moje oczy. Powoli zbliżyłem się do jego twarzy, namiętnie całując jego słodkie usta, których mi również bardzo brakowało.
Może nie powinienem tak od razu, ale niestety, trochę nie wytrzymałem. Przysunąłem go bliżej siebie, nie chcąc nigdzie wypuszczać, by po chwili przejechać językiem po jego wargach, prosząc o dostęp. Ku mojemu zaskoczeniu Aki nawet nie do końca się opierał temu wszystkiemu.
Bez dłuższego namysłu, wsunąłem swój język w jego usta, powoli wprowadzając go w trochę niebezpieczną grę.  Niestety w tym wspaniałym momencie musiał nam ktoś przeszkodzić.
-Soraru? - Usłyszałem głos jakiegoś chłopaka.
Niechętnie odsunąłem się od Aki'ego, spoglądając na ów przybysza. Kojarzyłem tego chłopaka... 
To ten sam który uświadomił mnie, że Aki to Aki we własnej osobie.
Przyjrzałem się bardziej chłopakowi, obejmując jedną ręką mojego ukochanego w pasie.
-Aki kto to jest? - Szepnąłem mu na ucho.
Jakoś nie za bardzo spodobał mi się ten gostek, jednak nie znam go, więc nie mogę jeszcze wyciągać pochopnych decyzji.

(Aki? xD)