wtorek, 20 lutego 2018

Od Kise CD Kuroko

Zaskoczony jego słowami, uśmiechnąłem się delikatnie i rozczulony jego zachowaniem, pogłaskałem go czule po głowie. Reszta tej mojej głupiej złości automatycznie ulotniła się, a ja zacząłem mieć wyrzuty sumienia przez to jak go potraktowałem ostatniej nocy. Byłem zdecydowanie za bardzo brutalny i to ja teraz powinienem go przepraszać. Czemu tak istotne rzeczy muszę sobie uświadamiać dopiero po fakcie? Eh... I teraz mój Słodziak ma łezki w oczach, a raczej już te łzy spływały po jego policzkach, bo poczułem jak moja koszulka robi się mokra. Spanikowany odsunąłem się od niego trochę i ująłem dłońmi jego policzki, ścierając kciukiem mokre smugi pozostawione przez słone łzy. Nie mogłem pozwolić na to by mój Słodziak płakał. Wiem mam czasem sadystyczne zapędy, ale tym razem nie chciałem żeby płakał. Przez to aż mi się serce krajało. Mój kochany Kuro... Było ciemno i nie za wiele widziałem, ale bez problemu odnalazłem usta ukochanego, muskając się lekko.
- To ja przepraszam - szepnąłem cicho i pogłaskałem kciukiem jego policzek, próbując wyłapać jego lśniące oczy. - Kurokocchi, już jest dobrze... Nie gniewam się - uśmiechnąłem się do niego radośnie i po chwili złożyłem pocałunek na jego czole.
- K-Kise - zaczął trochę drżącym głosem i znowu się we mnie mocno wtulił, na co objąłem go silnymi ramionami, gładząc dłonią jego czuprynę. Cieszyłem się, że mogę tak potulić i napawać się jego zapachem. Przez te miesiące strasznie mi go brakowało i odczuwałem wewnątrz siebie pustkę...
- Kocham cię - wypowiedziałem te dwa słowa i już po chwili zasnąłem z ukochanym w ramionach.

~~*~~

Obudziłem się wczesnym rankiem i natchniony niesamowitym pomysłem, odrzuciłem z siebie kołdrę i uśmiechnąłem się sam do siebie. Wstałem z ziemi, ale wcześniej przeniosłem Kuroko na łóżko, żeby sobie na nim dalej spokojnie spał. Zato ja po ogarnięciu się, przeniosłem się do kuchni gdzie zabrałem się dość niezdarnie za przygotowanie śniadania. Nie chcąc spalić pół domu, postanowiłem zrobić coś łatwego, czyli gofry z bitą śmietaną i owocami. Na szczęście w lodówce były wszystkie składniki, więc mogłem wziąć się do roboty. Po kilkunastu minutach wszystko było już gotowe i żaden sprzęt nie ucierpiał podczas moich kuchennych rewolucji. Gofry nie wyglądały zbytnio na zjadliwe, no ale cóż ja na to poradzę... Przynajmniej nie są trujące, a wiem to gdyż ośmieliłem się zjeść jednego. Wygląd nie powala, ale w smaku są nawet dobre... Przeniosłem talerz ze śniadaniem na stół i zrobiłem jeszcze herbatę, aby przynajmniej czymś popić to coś. Tak więc kiedy stół już był nakryty, chciałem pójść obudzić Kuroko, ale właśnie w tym momencie, musiał przypomnieć Nagoi o swojej obecności w tym domu. Co ten pies do mnie ma? Pokazał w moją stronę kły, na co skrzywiłem. Może jeszcze myśli, że on tu rządzi? Hmpf... Niedoczekanie jego... Już chciałem złapać tego kundla za futro, jednak przeszkodził mi w tym Kuroko, który zaspany wyszedł z pokoju.
- Kise? Nagoi? Co się dzieje? - spojrzał to na mnie, to na pupila. Zacisnąłem dłonie w pięści i uśmiechnąłem się szeroko, po czym spokojnie podszedłem do ukochanego, omijając psa.
- Nic, nic, chodź zjemy śniadanko - zaśmiałem się cicho i zaprowadziłem zaskoczonego chłopaka do stołu. Mam nadzieję, że doceni moje starania.

~~*~~

O dziwo Kuro zjadł przygotowane przeze mnie gofry i stwierdził, że jakoś da się przełknąć. Na tak drobny komentarz bardzo się ucieszyłem i zacząłem wierzyć, że może w niedalekiej przyszłości nauczę się gotować. Ale to tylko nadzieja. Dzisiejszego dnia towarzyszyłem Słodziakowi podczas jego pracy. A tak szczerze to siedziałem przy stoliku i gapiłem się na niego. Wypiłem chyba pięć filiżanek kawy, ale nadal nie miałem dość. Kuroko tak słodko wyglądał w ubraniach roboczych, że aż miałem ochotę cyknąć mu kilka fotek, ale powstrzymałem swoje zboczone zapędy i grzecznie siedziałem przy stoliku. Oczywiście ludzie z tego miasta, przyglądali mi się jak na jakieś mityczne stworzenie, a ja tylko uśmiechałem do nich pogodnie. Dziwni ci ludzie. Dobrze, że znam te kilka języków i przynajmniej słyszałem co między sobą szeptali. Tak, wiem, jestem piękny.
Uśmiechnąłem się pod nosem kiedy po raz kolejny podszedł do mnie Kuroko.
- Wynocha - nachylił się w moją stronę i zmarszczył lekko brwi. Zaskoczony zamrugałem kilka razy, nie rozumiejąc co on właśnie powiedział. Wygania mnie? Niby dlaczego? Przecież ja się tylko ślinię na jego widok, to nic takiego...
- Ciągle się na mnie gapisz - mruknął niezadowolony, zerkając na klientów, którzy zaciekawili się naszymi osobami. - Spotkamy się u mnie w mieszkaniu, a teraz sio stąd...

~~*~~

Siedziałem sobie znudzony na kanapie i przeglądałem jakąś gazetę z zeszłego miesiąca, oczekując od dłuższego czasu na powrót ukochanego. Już dobre dwie godziny tak siedzę i po raz trzeci czytam tą samą gazetę. Przynajmniej tego psa nie ma i nie muszę się z nim użerać. Eh... Ugotowałbym obiad, ale to za duża poprzeczka jak dla mnie.... 
- Ile jeszcze mam czekać? - westchnąłem ciężko i odrzuciłem gazetę na podłogę, kładąc się na całej długości kanapy. Chyba zaraz zdechnę z nudów... Nagle usłyszałem jak telefon wibruje mi w kieszeni, więc leniwie wyciągnąłem go z niej i spojrzałem na wiadomość od szefa.
- Zajebiście - mruknąłem pod nosem po przeczytaniu treści. Jutro mam mieć kolejny lot... Przedtem skorzystałem z tego, że mam lot do Stanów, więc przy okazji tu zostałem, a teraz muszę wracać do Japonii...
- Mogłem ubiegać się o urlop - podniosłem się z kanapy i poszedłem spakować swoją torbę. Myślałem, że zostanę tu znacznie dłużej, ale jak widać, przeliczyłem się. Niech przynajmniej Kuro szybko wróci, chcę z nim spędzić jeszcze czasu...

<Słodziak? C:>

poniedziałek, 19 lutego 2018

Od Grell'a

Z delikatnym uśmiechem wymalowanym na twarzy, wpatrywałem się w aż nazbyt poważną minę głównego przedstawiciela rady Shinigami. Hah, dobrze wiem, że za tym kamiennym wzrokiem kryje się idealny partner do wspólnych igraszek. Gdyby jeszcze dane mi było bardziej zbliżyć się, do tych wyżej postawionych żniwiarzy... Większość całkiem przyzwoicie się prezentuje. 
- Grellu Sutcliff, dzisiejszego dnia kończy się twoje zawieszenie w prawach Shinigami. Zostaniesz przydzielony do szkoły, położnej w tak zwanym Obozie Tajemnic. Wszystkie najpotrzebniejsze dokumenty oraz adresy, jak i odpowiednie przebranie w celu wcielenia się w tłum, zostaną ci przekazane przez William'a - oświadczył oficjalnie, patrząc na mnie tym swoim przeuroczym, morderczym wzrokiem z góry. Cichutki śmiech sam wydobył się z moich ust. 
- O-czy-wi-ście! - przesybalowałem, kiwając się w miejscu. W ciągu kolejnych kilku sekund, znalazłem się przy mężczyźnie o ciemnych, idealnie ułożonych włoskach. Gdy tylko chciałem go dotknąć w ramię, ten, momentalnie złapał i mocniej przycisnął mój nadgarstek. Gwałtowny ruch jego ręki, wywołał moje błyskawiczne spotkanie się z ziemią. Nadal z szerokim uśmiechem, odwróciłem się szybko na plecy.
- Jakiś ty agresywny... Jak to zawsze! - szybko podparłem się głową o dłoń, łokcieć wbijając w podłogę. Nikt już nic nie powiedział, gdy mój starszy kolega wziął mnie za fraki i dosłownie wyrzucił z sali. Zupełnie nie wzruszony, westchnąłem, podnosząc się i otrzepując z niewidzialnego, tak naprawdę nieistniejącego kurzu. Poprawiłem swoje długie, czerwone włosy oraz połyskujące okulary, o podobnej barwie. Dyskryminacja płci z pozoru przeciwnej do pięknej...
- Nie mam zamiaru siedzieć na nadgodzinach, więc pośpiesz się - warknął pod nosem, przykładając swoją przepisową, nudną kosę do mojej twarzy. - Zostałeś przydzielony do ów miejsca, ze względu na narastające zabójstwa, zarówno wewnątrz, jak i w okolicach obozu. Wszystko masz zapisane w swoim notatniku... - rzucił w moją stronę przedmiot, którego jakiś czas nie było mi dane oglądać. Prześledziłem wzrokiem obecne w środku imiona, nazwiska, zdjęcia i krótkie opisy uczniów, nauczycieli, jak i osób postronnych. Hah, dobrze mieć przy sobie taki magiczny zeszycik, w którym są zapisane nawet daty śmierci... Przy jego mocy, mogę tak naprawdę decydować o powrocie do życia danej osoby. Jeśli oczywiście - była grzeczna. - Mam nadzieję, że nie muszę ci przypominać zasad... - dodał, - tak jak mając w zwyczaju - poprawiając okulary. 
- Spokojnie Willuś, dam sobie radę! - wystawiłem język, z tym samym, ostrym uśmiechem. - Nie powinno być za dużo problemów z dzieciaczkami, uroczymi dziewczynkami, chłopczykami...
- Twoje popędy do małych dzieci nie za bardzo mnie interesują, stary pedofilu. - mruknął ciemnowłosy, jak znikąd wyciągając zza pleców moją ukochaną piłę łańcuchową. Zadowolony bardziej niż zwykle, rzuciłem się na swoje ukochane urządzononko, na które niestety ostatnio dostałem szlaban. Zaciągnąłem kilka razy drucik umożliwiający uruchomienie, żeby już po chwili móc cieszyć się przemiłym dla uszu dźwiękiem. Szyderczy śmiech, który w tym momencie wydobył się z mojego gardła, dodatkowo podsycił tą chorą sytuację. - Pora do lekarza... - podsumował William, przybijając piątkę z twarzą.

***

Wpatrywałem się w nocne niebo tej całkiem ładnej miejscowości. Zdążyłem trochę poznać miasto, dzięki czemu moje wątpliwości w sprawie jego wyjątkowości, zostały rozwiane. Długo bym nie wytrzymał w zbitej deskami spelunie... Bez żadnych ładnych istotek, na które mógłbym zwrócić uwagę... Nie sądzę, czy rada Shinigami byłaby zadowolona, moim zbytnim zbliżaniem się do oryginalnie pochodzących z ziemi. Jeszcze kolejnego zawieszenia mi brakuje. No cóż... Ale za to, nie mają nic przeciwko przebywania na dachu jakiegoś losowego budynku, trochę po północy. Czuję, że ktoś mnie obserwuje, lecz na razie niezbyt ów osoba intrygowała moje myśli. Aktualnie jestem w pracy, czekając na dwie osoby, które mają się niebawem pojawić. Jakiś chłopak z trudnym do wypowiedzenia nazwiskiem, ma za moment skoczyć sobie z mostu... Nie no, żartuję! Będzie o wiele zabawniej! Pod wpływem alkoholu zasztyletuje go jakiś starzec. Takie tam. Ludzie określają to, jako "szampańska zabawa"! Osobiście, i tak od początku pobytu tutaj, jedynie czekam na możliwość wzięcia gorącej kąpieli z bąbelkami... Na szczęście, na rozwinięcie się sytuacji ów panów, nie musiałem długo czekać. Równo o godzinie 0:57, spostrzegłem padające na ziemię, nieżywe ciało całkiem przystojnego chłopaka. Szkoda, że tak marnie skończył. "Zapewne wiele panienek mógłby zaliczyć, w swoim dennym życiu" - zaśmiałem się w myślach, korzystając ze swojej nadnaturalnej sprawności fizycznej i zeskakując, prosto do stykającego się twarzą, z ziemią pana. Ze swoim standardowym uśmiechem, wbiłem należące do mnie urządzenie, prosto w plecy mężczyzny. Już po chwili mogłem się delektować, całkiem interesującymi scenami z jego życia. Przykucnąłem z lekka, umożliwiając swoim dłonią łatwiej podpierać opadającą głowę. Nudy. Nudy. Nudy. Boże, jaki ten facet był nudny! Ani grama tajemniczości, czy mroku. Nazbyt zwyczajna jednostka, której przymus oglądania historii, jest jak męczarnia. Westchnąłem, kręcąc zrezygnowany głową. Wyciągnąłem szybko swój piękny notes A5, po czym przybiłem pieczątkę świadczącą o bezproblemowym przejściu patenta na osąd. Gdyby był ciekawszy, z jego historii byłby pożytek... W księgach, rzecz jasna. 
Podniosłem się powoli, wraz z trzymaną w dłoniach piłą. Według planu była to ostatnia osoba, która ginie podczas tej nocy... Chyba że...~ A dobra, i tak już skończyłem zmianę! Od szesnastej muszę się uganiać, za tymi ludzkimi pokrakami. I na dodatek, nie trafił się nikt interesujący... Wielka szkoda - mruknęłem dodatkowo w myślach, zakładając sobie urządzenie na ramię. Trochę była zakrwawiona, tym aż nazbyt czystym człowiekiem. Ignorując ów, rozejrzałem się po okolicy. Wciąż czułem na sobie ów gapia, którego egzystencję mogłem wyczuć w promieniu jakiś dwudziestu metrów. Mam adoratora?! Jak uroczo! 
- Dziwny fetysz do śledzenia ludzi?! Jak uroczo! - zaśmiałem się, podparty o całkiem ostrą maszynę mi towarzyszącą. - Dzwonisz po policję, myśląc, że jestem sprawcą morderstwa, czy może onieśmiela cię mój olśniewający wygląd... - dodałem pod nosem, spostrzegając kolejny ruch w cieniu. ~Może zechcesz zatańczyć z moją kosą? c:~

<Ktoś? XD>
Co ja robię ze swoim życiem...

Od Tetsu CD Jamilah

Ze spokojem w oczach patrzyłem na kapitana leżącego w łóżku z Jamilah a kto wie może to początek ich wielkiej miłości, taaa brzmi to trochę jak sarkazm wiem ale jak by nie patrzeć może i nim jest kto to zrozumie na pewno nie ja...
W milczeniu usiadłem na krześle patrząc gdzieś przed siebie, co tu robiłem? Sam w sumie nie wiem czemu tu zostałem przecież mogłem sobie wyjść wraz z Kagamim i zostawić kapitana z białowłosą przecież nic jej nie zrobi a ja nie muszę tu jak kretyn siedzieć i gapić się gdzieś przed siebie to trochę męcząca zabawa.
- Nad czym się zastanawiasz? - Spytał zaciekawiony kapitan patrząc na mnie.
- Sam nie wiem chyba nad wszystkim a raczej nad niczym - Przyznałem cicho.
- Rozumiem - Szepnął znów milcząc chyba nad czymś myślał tylko ja nie mam pojęcia nad czym z resztą nawet gdybym wiedział nic bym nie powiedział, bo niby po co, przecież nie wtrącam się w cudze sprawy nie mój interes nie mój problem.
- Nie wydaje ci się dziwne to, że jest taka zamknięta? Niby nam ufa a mimo to nie wiele o sobie mówi - Zauważył mój kapitan zwracając na siebie moją cząstkową uwagę która w tej chwili skupiała się jedynie na zamkniętym oknie.
Jak by na to szczerze popatrzeć to miał racje, jednak nie bardzo mi to przeszkadzało przecież sam byłem również cholernie tajemniczy i nie wiele mówiłem więc jej milczenie w cale mi nie przeszkadzało.
- Jest, to fakt mimo wszystko powinniśmy to uszanować i nie naciskać to nie ma racji bytu, jeśli kiedyś zechce na pewno coś nam o sobie powie - Zauważyłem.
- Mówisz trochę tak jak by cię to w ogóle nie obchodziło - Stwierdził.
Zastanowiłem się chwilę nad odpowiedzią czy mnie to obchodziło? Hym to dość trudne pytanie i również trudna odpowiedź, nie znałem jej przecież na tyle by móc powiedzieć interesuje mnie jej życie lub wręcz przeciwnie w ogóle mnie ono nie obchodzi, to dość skomplikowana sytuacja którą trzeba przemyśleć.
- Nie to, że by mnie nie obchodziła lub też obchodziła ja po prostu nie chce na sił wyciągać z niej jakichkolwiek informacji, nie jesteśmy jej przyjaciółmi a przynajmniej nigdy tego nie powiedziała lub też nie pokazała nam, może nie jest ufna i nie chce na razie niczego przed nami wyciągać na wiesz, to jej życie i jej sprawa my nie mamy prawa się tym interesować - Odparłem zaskakując tym samego siebie, nigdy aż tak dużo nie mówiłem, to chyba wina mojego towarzystwa.
- Może i masz racje - Odparł cicho leżąc z dziewczyną jeszcze przez dłuży czas, w końcu jednak musiał iść do chłopaków na boisko, w tedy właśnie poprosił bym z nią zostać i mimo tego, że bardzo chciałem pograć zostałem nie chcąc znów wysłuchiwać niepotrzebnych komentarzy ze strony kapitana czy reszty.
Tak więc siedziałem przy niej godzinę może dwie sam nie wiem na pewno tak długo aż nie obudziła się otwierając powoli swoje niebieskie oczy.
- Wyspana? - Spytałem patrząc na jej zaspaną twarz. - Za chwilę mamy kolacje wypadało by na nią iść - Dodałem nieodrywająca o niej wzroku.

< Jamilah?>

Od Kuroko CD Kise

To co stało się tej nocy było dla mnie żywym dowodem na to, że wkurzanie Kise jest jak drażnienie lwa, cholera gdyby tu nie przyjechał lub gdybym nie wpadł na ten swój genialny pomysł nie zdychał bym też z bólu, gdybym nie dał się ugryźć cholera ja to mam po prostu szczęście bo jak to się mówi jak urok cię nie dopadnie to sraczka już na pewno jak na złość oczywiście, wszystko w brew mi.
Po tej bolesnej dla mnie zabawie która zakończyła się równo o czwartej nad ranem miałem godzinę by wypocząć przed pójściem do pracy, tylko jak? Jak wypocząć kiedy ból rozchodzi się po całym moim ciele, mój tyłek piecze gdy się poruszam a mój brzuch cholernie boli gdy chce się podmieść i jak mam iść teraz do pracy?.
Kise spokojnie spał wykończony tym całodziennym i całonocnym zabawianiem się mną a raczej znęcaniem się nade mną takiemu to dobrze, on przynajmniej może spać a ja? Ja będę przez najbliższy tydzień zwijał się z bólu.
Wykończony zamknąłem na chwilę oczy pragnąc odpocząć jednak nie dane mi to było gdyż już po kilku minutach zadzwonił mój budzik informujący mnie o zasranym obowiązku pójścia do pracy co w tej chwili nie było szczytem moich marzeń.
Otworzyłem po woli swoje obolałe oczy wyłączając przez cały czas dzwoniący budzik, odłożyłem telefon na szafce nocnej bezszelestnie wydostając się z łóżka byle by go nie obudzić jak na razie mam dość jego gniewu i tej spaczonej miłości którą mi zaserwował, cholera spodziewałem się, że będzie zły jednak nie pomyślał bym nigdy że aż tak będzie w stanie się na mnie wyżyć, pewnie to przez ten zapach, ech i tak to jest gdy wampir nie lubi się z wilkołakiem, szkoda tylko że i ja musiałem zostać w to wszystko wciągnięty chodź w cale nie chciałem.
Westchnąłem cicho wchodząc do łazienki mój tyłek cholernie piekł przy chodzeniu mimo to nie miałem zamiaru się nad sobą użalać i tak nic by to nie dało.
Do wanny nalałem wody czekając aż ta zapewni się przynajmniej do połowy, gdy już to nastało powoli wszedłem do gorącej wody zanurzając się w niej cały przynajmniej na chwilę mogąc odpocząć od nieprzyjemnego bólu....Odpoczynek nie mógł jednak trwać zbyt długo gdyż jak wcześniej mówiłem muszę iść do pracy i nie ma że boli, zacisnę tyłek i pójdę przecież nie powiem szefowi, że dziś nie przyjdę do pracy bo dupa mnie boli, przecież mógłby sobie coś o mnie dziwnego pomyśleć.
 - Cała ta sytuacja jest do dupy - Mruknąłem wychodząc powoli z wany zagryzając mocno wargi byle by nie zawyć przypadkiem z bólu, przecież nie chce by obudził go mój krzyk puki śpi nie jest zagrożeniem ani dla mnie ani dla mojej dupy.
Zamyślony ubrałem się w czarną koszulę czarne spodnie i biały krawat wychodząc z pomieszczenia po cichu zajmując swoją kuchnie gdzie zrobiłem jedzenie do pracy, nakarmiłem psa, zrobiłem jedzenie dla Kise spakowałem się i zabierając swojego psa wyszedłem do pracy, dzięki bogu Nigou mógł tam być zemną, przecież jak bym zostawił go z Kise w jednym małym ciasnym mieszkaniu pozabijali by się...
- Zostań tu - Szepnąłem zaprowadzając psa na tył restauracji gdzie mógł spokojnie kilka godzin posiedzieć sobie nie sprawiając nikomu kłopotu....
Zostawiłem psa na tyłach restauracji idąc do pracy gdzie miałem spędzić pełne osiem godzin w których to jak zawsze wydarzyło się wiele zabawnych wydarzeń które nieco poprawiły mi zepsuty od wczoraj już humor, który później został znów popsuty przez pojawienie się mojego wampirzego przyjaciela który chciał się ode mnie dowiedzieć co wydarzyło się wczoraj, ja jedna nie chciałem się tłumaczyć prosząc jedynie go o nie przychodzenie jak na razie do mojego mieszkania przynajmniej do puki Kise tam jest poprosiłem również by jak najszybciej sobie coś znalazł na co nie zbyt zadowolony zgodził się wychodząc z miejsca mojej pracy.

***

Po ośmiu godzinach może dziewięciu sam nie wiem wyszedłem z pracy idąc po mojego ukochanego pieska z którym powolnym krokiem skierowałem się do mieszkania po drodze robiąc jeszcze zakupy w końcu w lodówce świeciło pustkami więc nie było z czego obiadu zrobić a przecież musiałem coś ugotować tym bardziej że był u mnie Kise, co prawda po tym co mi zrobił powinienem go zatłuc jednak powiedzmy że to moja wina w końcu mogłem już dawno wyrzucić wampira z mieszkania w tedy do niczego by nie doszło a tak mam za swoje, niestety jak się ma miękkie serce to dupe trzeba mieć twardą takie już jest życie.
Po zrobionych zakupach wraz z Nigou wróciliśmy do domu, Kise siedział w salonie nawet nie zwracając na mnie uwagi, okej rozumiem teraz nie będzie się do mnie odzywał jakie to dojrzałem mnie przeleciał wręcz można powiedzieć zgwałcił ale to on jest wciąż na mnie wściekły, wiem źle zrobiłem jednak mimo wszystko wciąż uważam że ta kara był zbyt brutalna..
Westchnąłem cicho kręcąc jedynie głową nawet nie zaczynając niepotrzebnej rozmowy jeszcze przypadkiem go wkurzę i na prawdę znów będę miał przerąbane a nie chce się z nim kłócić po za tym nie chce też wchodzić mu w drogę to nie jest w moim stylu by na siłę prowokować ukochanego do robienia czegoś głupiego..
- Chodź Nigou idziemy zrobić obiad - Szepnąłem do idącego za mną psa.
Dziś w planach miałem zamiar zrobić prawdziwe amerykańskie hamburgery, chrupiące kurczaczki i na deser mufinki w końcu jesteśmy w Ameryce więc wypada zrobić jak i zjeść to co lubią jeść prawdziwi amerykanie.
- Mam nadzieję, że będzie smakowało - Szepnąłem sam do siebie zabierając się od razu do roboty zwracając uwagę jedynie na psa który przednie łapy położył na blacie patrząc na robiony przez mnie obiad.
- Nigou proszę zdjąć łapy - Poprosiłem patrząc na psa, mój przyjaciel zdjął łapy z blatu siadając na ziemi po chwili warcząc cicho, zaskoczony nawet nie zdążyłem się odwrócić już po chwili czując znajome mi ciepłe ciało tulące się do moich pleców wciąż jednak milcząc..
Nie przeszkadzało mi to za bardzo gdyż skupiony na obiedzie nawet nie miałem czasu by chodź by zerknąć na mężczyznę, dopiero gdy obiad był gotowy poprosiłem by usiadł przy stole dając mi spokojnie nałożyć posiłek. Kise posłuchał mnie siadając na krześle już po chwili dostając na talerzu cały zestaw hamburger, kurczaczki i na osobnym talerzyku mufinki, jak by nie patrzeć cholernie zdrowe jedzenie na prawdę.
Mężczyzna podziękował zaczynając jeść ja na to miast jadłem wraz z psem który jak zawsze jedząc przy mnie dostał większość mojego obiadu, jak by nie patrzeć jestem dość drobny i dosyć wychudzony więc nie potrzebuje dużo by się najeść...
Po zjedzony obiedzie postanowiłem posprzątać wciąż nie narzucając się Kise w końcu to moja wina więc nie powinienem się teraz odzywać...
Po posprzątaniu w kuchni poszedłem do salonu gdzie wraz z blondynem oglądałem mecz koszykówki zerkając co jakiś czas na zegarek, gdy zrobiło się już bardzo późno wstałem z kanapy idąc do pokoju gdzie na ziemi rozłożyłem Koce i pościel robiąc miejsce dla mężczyzny który wchodząc do pokoju zmrużył oczy niezadowolony.
- A to po co? - Spytał nie rozumiejąc co się w tej chwili dzieje.
- Pościeliłem ci bo jak by nie patrzeć nie masz gdzie spać kanapę zajmuję Nagio a łóżko ja więc nie masz wyboru zostaje ziemia - Stwierdziłem wchodząc pod ciepłą pościel olewając go zupełnie. Oczywiście westchnięcie i jęk niezadowolenia nie uszedł mojej uwadze mimo to udawałem że już śpię i koniec...
Po kilku minutach na prawdę się to stało zasnąłem co prawda nie spało mi się za dobrze jakoś tak brakowało mi jego bliskości jego ciepła, tych silnych ramion i przyjemnego zapachu którym teraz sam tak cudownie pachnę.
Obudzony usiadłem powoli na łóżku przecierają zmęczone oczy, rozejrzałem się po pokoju widząc śpiącego na ziemi Kise westchnąłem cicho chcąc wstać z łóżka zamiast tego jednak spadłem z łóżka po czym przywaliłem twarzą w ziemię prawie zaczynając płakać z bólu.
- Kurokocchi? - Szepnął zaspany mężczyzna patrząc na mnie. - Chodź do mnie - Dodał po chwili wyciągając do mnie dłoń.
Mimo tego co mi zrobił zeszłej nocy jak posłuszny chłopiec przyszedłem a raczej doczłapałem się do niego na kolanach kładąc się obok niego mocno tuląc się do tego kochanego przeze mnie durnego faceta któremu chciałem oddać wszystko.
- Przepraszam - Wydusiłem czując napływające do oczy łzy. - Ja na prawdę nie chciałem cię zdenerwować - Dodałem chowając twarz w jego silnych ramionach czując się przy nim jak mały bezbronny chłopiec który bez swojego pana w życiu nie da sobie rady...

<Kise?  XD >

Odchodzi

Mikael
Syo
Powód: Brak pomysłów na postacie 

niedziela, 18 lutego 2018

Nowa postać Grell

"Pójdę za tobą; z piekła niebo zrobię, choć ukochana dłoń zamknie mnie w grobie"

Imię i Nazwisko: Grell Sutcliff
Rasa: Shinigami, potocznie nazywany żniwiarzem.
Wygląd zewnętrzny: Grell posiada długie, ciemnoczerwone włosy, ostre, nienaturalnie uformowane zęby oraz nosi okulary w czerwonych oprawkach, do których jest dołączony łańcuszek ze srebrnymi czaszkami, umożliwiającymi przewieszanie ich przez szyję. Jego typowy strój składa się z czarnej kamizelki, rękawiczek i spodni, kokardy w czerwono-białe paski oraz czerwono-czarne buty na wysokim obcasie do kostki. Codzienny ubiór Grell'a składa się również z krwistego płaszcza, noszonego nieco poniżej wysokości ramion.
Wzrost: 175 cm
Waga: 69 kg
Kolor oczu: Jaskrawy zielony.
Kolor włosów: Czerwony, niekiedy podchodzący pod bordowy.
Cechy charakterystyczne: Kosa śmierci, przy pomocy której decyduje o losie danej osoby, została przez niego zmodyfikowana, by działała i wyglądała jak piła mechaniczna. Twierdzi bowiem, że "przeciętne urządzenia do zbierania dusz są staromodne" i woli posiadać - jego zadaniem - nowoczesną kosę pierwszorzędnej jakości. 
Płeć: Chłopak♂
Orientacja: Biseksualny. Nie da się ukryć, że czuje równie mocny pociąg do mężczyzn, jak do kobiet.
Wiek: 26 lat
Charakter: Grell jest strasznie przesadnym człowiekiem. Można nawet powiedzieć, że aż nazbyt emocjonalnym, zdolnym do wszystkiego żniwiarzem. Jego szczerość nie ma granic. Potrafi bez skrupułów, skomentować głośno czyiś wygląd, jakąś widocznie  wyróżniającą się cechę, czy po prostu oficjalnie stwierdzić potrzebę zagoszczenia ów osoby w jego  łóżku. Nie da się ukryć, że już w młodości upodobał sobie kolor czerwony. Uważa, że ​​substancje, które odzwierciedlają ten kolor, jak świeża krew, mogą być stosowane w celu osiągnięcia największego piękna. Nie da się ukryć, że ludzie często mają go po prostu dość, przez żarty nie na miejscu, czy jego podwyższoną samoocenę. Grell, bardzo lubi używać dwuznaczników - najczęściej rozumianych jedynie w jego mniemaniu - i włączać sztukę do swoich przemówień. Często stawia rzeczy w zakresie teatru, odnosząc się do śmierci jako „opadnięcia kurtyny”, czy porównywanie zakazanych w jego branży romansów do dramatu "Romeo i Julia. Ciężko to zauważyć przy tych wszystkich "szalonych" elementach jego charakteru lecz, jest on bezwzględną, krwiożerczą osobą, która jest gotowa zabić własnych towarzyszy, gdy zwyczajnie straci zainteresowanie nimi. Jego osobistym zdaniem, relacje międzyludzkie nie mają większego znaczenia i dlatego nie rozumie niechęci ludzkiej, co do zabicia innej osoby. Nigdy nie czuł potrzeby troszczenia się o kogoś, pomagania, czy zwykłego, szczerego kochania. Podobnie było w stosunku do niego. Odrzucany, nigdy nie czuł potrzeby "przyjęcia, czy "dbania". Nieświadom w jaki sposób mógłby kogoś bardziej docenić, - lepiej, niż poprzez zadanie ciosu kosą - mówiąc nieco patologicznie, nawet nie stara się starać. Określa wszystko jako "bezsensowne emocje", które utrudniają i przesłaniają prawdziwy cel.
Rodzina: -
Partner/ka: -
Zauroczenie: Każda urocza istota ludzka, nawet głęboko go nienawidząca. 
Moc:
Większość swych mocy zawdzięcza pochodzeniu i pracy, którą - tak naprawdę - zmuszony jest wykonywać. 
- Przeglądanie ludzkiego życia, na podstawie kliszy filmowych.
- Decydowanie o przywróceniu do życia martwej osoby (jeśli ów zasługuje na to, gdyż zginęła np. względem wypadku).
- Może bez problemu za pomocą swojej kosy poważnie zranić demona, czy innego stwora pochodzącego z piekła.
Ciekawostki:
- Cierpi na krótkowzroczność, przez co zawsze musi mieć przy sobie okulary.
- Jeśli totalnie mu odbije, bez skrupułów nakłada sobie na usta jaskrawo-czerwoną szminkę.
- Nawiązując do punktu wyżej, nosi buty na delikatnym obcasie.
- Sypia po 4-5 godzin dziennie.
- Nocami często wymyka się z domu, musząc pozbierać dusze ze swojej zmiany.
Głos: link
Dodatkowe zdjęcia: 
Bardziej robocze i codzienne ubranie:
Młodszy. W krótkich włosach:
Login: Anonim

Informację

Tak więc 18.02.2018 r dobiegł końca, co za tym idzie wszystkim osobą które dostały dwa tygodnie czasu na nadrobienie zaległości jednak nie zrobiły tego, niestety zostają dziś wyrzucone. Owymi osobami są:

Izaya 20 Listopada
Malum Quia Brak pierwszego opowiadania 20 Listopada
Bill Brak pierwszego opowiadania od dołączenia powstać postała 17 Grudnia
Max 6 Grudnia
Jenny Cho 27 Grudnia
Shi 18 Grudnia
Viktora 17 Grudnia
Yuu 6 Grudnia
 Ryō 20 Grudnia

Po pierwsze nie obecność była nie zgłoszona, po drugie zbyt długie nie pisanie opowiadań. Więc tak jak mówiłam nie potrzebujemy na blogu osób nie piszących.

Na dziś to tyle, życzę miłego dnia.
Główny Administrator