piątek, 22 września 2017

Od Saito CD Olivii

Było dla mnie zaskoczeniem to, że w pewnym momencie obok dziewczyny pojawił się jakiś mężczyzna. Rozmowa i ich poczynania, szybko wskazały na to, że jest o wiele wyższy rangą.
Stałem spokojnie, przyglądając się temu wszystkiemu. Odetchnąłem głęboko, widząc jak mężczyzna powoli kieruje się w moją stronę. 
- Jak pan się nazywa? - zapytał się spokojnie.
- Saito Hajime - odpowiedziałem, chowając swoją katanę.
- Wybacz Saito za Olivię, proszę przekazać mistrzowi, że mistrz asasynów przeprasza w imieniu swojego bractwa - dodał spokojnym, ale z nutką smutku głosem. 
Patrzyłem na mężczyznę trochę zaskoczony, jego wypowiedzią, ale szybko przytaknąłem głową.
-Oczywiście przekażę - Stwierdziłem pewnie. 
Mężczyzna przyglądał mi się jeszcze uważnie przez chwilę, miałem wrażenie, że chyba się delikatnie uśmiecha.
-To dobrze. A teraz proszę wybaczyć muszę wracać do swoich obowiązków - Wyjaśnił
-Oczywiście - Przyznałem, kłaniając się delikatnie.
Mężczyzna odwzajemnił mój gest i równie szybko zniknął jak się pojawił. Odetchnąłem głęboko, siadając na ziemi, opierając głowę na drzewie. I co teraz? Przełknąłem głośno ślinę, siedząc tam jeszcze z 10 minut. Doskonale wiedząc, co mnie czeka jak wrócę do szkoły. 
Ale niestety nie uniknę tego. Dźwignąłem się na równe nogi, powoli kierując się w stronę miejsca, gdzie było to całe zamieszanie. Ohh jak ja bym pragnął chwili spokoju... 
Rozejrzałem się dookoła, gdy byłem już na miejscu. Karetka, policja, rodzina chłopaka. Westchnąłem ciężko, ukradkiem wymijając wszystkich wchodząc do swojego pokoju. Usiadłem po turecku przymykając swoje oczy, chcąc się wyciszyć. Jednak ciągle w głowie miałem obraz całej walki. 
Niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi. Pokręciłem głową, przecierając ręką oczy, wstając i otwierając pokój. Przede mną stał mistrz. Zacisnąłem ręce w pięści, kłaniając się mu.
-Zabiłeś zabójcę? - Spytał
-Nie mistrzu - Wyjaśniłem 
-Dlaczego? - Mruknął już trochę irytowany
-Jego mistrz się pojawił. Mam dla ciebie wiadomość od mistrza assasynów. Przeprasza on bardzo za swoje bractwo - Dodałem spokojnie 
Mistrz wszedł do mojego pokoju, obchodząc mnie dookoła, potem oparł się o ścianę. Stałem przed nim nie bardzo wiedzieć, czego się spodziewać. W pewnym momencie poczułem solidne uderzenie w twarz. Obróciłem głowę, dotykając policzek, spoglądając w jego oczy.
-Jak zwykle robisz wszystko to, co uczył cię kto inny a nie ja - Warknął - Masz takie umiejętności, że mógłbyś zabić oprawcę przed przybyciem jego mistrza. Wtedy by się to jakoś wytłumaczyło. Ale nie... Zawsze musisz mieć krztę dobroci w swoim sercu. Gdyby nie to, że jesteś tutaj bardzo przydatny, bo jako jedyny potrafisz zapanować i dogadać się z większością uczniów, pewnie już dawno by cię tu nie było - Stwierdził
Zacisnąłem ręce, nie ruszając się. Nie mogłem oddać swojemu mistrzowi. To było wbrew zasadom. Zagryzłem szczękę, czując jak mężczyzna, wbił mi w bok swój sztylet. Odsunął się po sekundzie, a ja złapałem się za krwawiący bok. Mężczyzna spróbował jeszcze raz mnie dźgnąć, ale moja druga forma postanowiła się bronić. Złapałem jego nadgarstek, niemal od razu go miażdżąc na drobny mak. Jednak skończyło się to tak jak zawsze... Mistrz skutecznie mnie pokonał zostawiając wiele nacięć na mojej skórze. Osłabiając mnie tym samym, przez co czasem moja forma odpuszczała i znów była uśpiona...

***

Nad ranem obudziło mnie to, że któryś z moich podopiecznych wparował do mojego pokoju.
-Mistrzu! - Wrzasnął zszokowany
-Ichi nie wrzeszcz tak - Mruknąłem, podnosząc się z ziemi. 
Niestety zakręciło mi się głowie. Chłopak w ostatnim momencie podtrzymał mnie. Zdezorientowany, spojrzałem na swoje ubrania które wczoraj przebrałem. Rany się nie zagoiły? Czyżby mistrz... Odetchnąłem głęboko. To kara? 
-Nic mi nie jest - Stwierdziłem, chcąc mu pokazać, że faktycznie tak jest.
Niestety w ogóle mi się to nie udało. Zamiast tego, chłopak z dwójką swoich przyjaciół usilnie zadecydowali i to bez mojej zgody, że zabierają mnie do szpitala. No tak... Ciekawe jak ja się wytłumaczę normalnym ludziom... Dlaczego tak wyglądam?! Ku mojemu zaskoczeniu, gdy tylko weszliśmy do szpitala zauważyłem pielęgniarkę. Która wydawała się nie bardzo szczęśliwa na mój widok. Potem wylądowałem w sali szpitalnej. Lekarz zabandażował moje rany, a ranę na boku zeszył. Teraz już byłem pewny, że to była kara od mojego mistrza, za to że stracił swoje podopiecznego, a ja nie dobiłem winowajcy. Westchnąłem ciężko, wbijając wzrok w sufit. Po pewnym czasie, udało mi się wygonić moich uczniów ze szpitala. Przecież nie mogą tutaj siedzieć wiecznie. Z resztą.... być może już jutro będę znów w szkole? 

(Olivia? xD)

czwartek, 21 września 2017

Od Max Cd Tatsuy

Spojrzałam to na naszyjnik, to na białowłosego. Zdjęłam rzemyk i obejrzałam tył zawieszki. Były tam wygrawerowane dwie litery T. F. Uniosłam wzrok błękitnych tęczówek na chłopaka i uśmiechnęłam się lekko. Zawiesiłam ozdobę na jego szyi.
-To należało do ciebie i do niej....Nie mam prawa tego nosić....-Uśmiechnęłam się na potwierdzenie moich słów. Tatsu, chciał coś powiedzieć ale zamilkł i dobrze i tak nie wzięłabym go z powrotem.
-Mówiłaś, że dał ci go przyjaciel....-Zaczął oglądając po raz kolejny zawieszkę.
-I że go nie pamiętam, po za tym "ja" jetem martwa, a przynajmniej tak spisało BSG w moich starych papierach i byłabym, gdyby nie ośrodek....Cudem mnie odratowali. -Wzruszyłam ramionami, a chłopak przyjrzał się mi. -Nie patrz tak na mnie....-Napuszyłam policzki jak małe dziecko odeszłam trzy kroki wstecz i schowałam się za drzewem. Nie lubię jak ktoś się gapi. Słyszałam tylko jak chłopak się zaśmiał, a ja westchnełam cicho. Ciągle miałam wrażenie, że on nie jest mi całkiem obcy. Jakbym znała go całe życie....Może kiedyś go znałam? Nie....to niemożliwe on jest gwiazdą i pewnie dlatego go kojarzę....Wyszłam za jakiś czas i spojrzałam na białowłosego.
-Już się nie chowasz? -Uśmiechnął się.
-Jak widać....-Odwzajemniłam lekko gest. -Wiesz....ja chyba czegoś tu nie rozumiem...-Przyznałam.
-Tak? Czego? -Spytał widocznie ciekaw.
-No bo twoje życie tak bardzo różni się od mojego....ty jesteś sławny, bogaty.....ale nie wyglądasz na szczęśliwego.... A ja? Ja nie mam nic nawet nie wiem jak mam na imię....a jednak jestem w pewnym sensie szczęśliwa....-Westchnęłam, chłopak wpatrywał się we mnie, lekko odgarnęłam niebieskie włosy z twarzy i poprawiłam czapke.
-Widzisz Max....ja po prostu zostałem w tym wszystkim sam....-Rzekł tak cicho, że prawie go nie słyszałam.
-Boli prawda? Gdy wszyscy cię zostawiają....-Wzruszyłam ramionami.
-Skąd morzesz to wiedzieć....-Mruknął jakby zdenerwowany.
-Wiesz skoro jestem na tym świecie, musiałam mieć rodzine....a kiedy obudziłam się w ośrodku....i nikt mnie nie szukał...przez tyle miesięcy....czujesz jak bardzo jesteś sam....boli dokładnie tak samo...-Westchnęłam cicho.
-To nie to samo....-Zauważył.
-Ale boli tak samo....-Mruknęłam patrząc mu w oczy. Tatsu zamilkł patrzył na mnie zmieszany.
-Pewnie masz racje....-Skruszył się.
Podeszłam do niego i poprawiłam mu włosy opadające na twarz.
-Skoro oboje mamy okres bo życie nas skrzywdziło to chodź polatamy dla odstresowania....co ty na to? -Uśmiechnęłam się do niego.

Tatsu?

środa, 20 września 2017

Od Nagisy CD Ayano

- Nagisa przepraszam, że o to pytam ale wielu wrogów masz ? Pytam bo trochę niepokoi mnie ta dziwna nieznana istota krążąca nieopodal.-powiedziała blondyna.
Prychnąłem pod nosem.
-Większość moich wrogów od dawna już wącha kwiatki od spodu. Poza tym, to nie jest mój wróg. To ktoś znajomy, ale za nic nie mogę rozpoznać jego zapachu czy sposobu poruszania.-odpowiedziałem jej.
-Ty... Umiesz takie rzeczy rozpoznać?-zapytała mnie.
-Głupia, oczywiście, że tak. Jako zabójca mam cięższe zadania, więc to jest pikuś, aby rozpoznać zapach i ruchy.-odpowiedziałem jej.-A teraz się nie ruszaj i udawaj, że nad czymś myślisz...-dodałem.
Zacząłem bardzo ostrożnie kreślić krąg teleportacyjny. Na szczęście nie musiałem w nim stawać i wystarczy, że dotknę go dłonią. Potem wyjąłem scyzoryk i naciąłem nim swojego palca. Puściłem krople krwi do jego wnętrza. Zamknąłem oczy, a po chwili znikłem. Pojawiłem się tuż za tą istotą, która nas śledziła. Przyłożyłem jej nóż do gardła.
-Gadaj kim jesteś, albo ciebie ukatrupię.-powiedziałem.
-Uzuhira Hinata! 15 lat! Służka i szpieg! Nie zabijaj mnie!-wypiszczała dziewczyna.
-Nie znam cię. Kto ciebie wysłał?-zapytałem, nadal trzymając przy jej szyi nóż.
-Majestia! Kazała mi ciebie pilnować!-nadal krzyczała, przy tym zalewając się łzami.
-M-Majestia?-zapytałem, lekko opuszczając gardę.
Nagle podbiegła do nas blondyna i chwyciła mnie za ramię.
-Zostaw ją. Nie zabijaj jej.-rzekła.
-Głupia, nie mam na razie takiego zamiaru, chyba, że nie odpowie na jakieś moje pytanie.
Białowłosa nadal płakała, starając się ochronić szyję od noża.
-Po co ciebie tutaj wysłała?-zapytałem.
-Bała się o ciebie, bo rodzice nie wysłali jej listu. Podobno twój ojciec ma jakiś problem z pocztą, bo jeden ze sług zaczyna się dziwnie zachowywać. Dlatego nie wysyłał listu.-powiedziała trochę spokojniej.
Zastanowiłem się. To może dlatego ostatnim razem te sukkuby stały pod ścianą. Nabroił któryś z nich i przez to mają problem.
-Gdzie jest Majestia?-zapytałem.
-Nie mogę ci tego powiedzieć. Prosiła, abym to za wszelką cenę trzymała w tajemnicy.
-Gadaj, albo poderżnę ci gardło!-wrzasnąłem.
Moje oczy zaczęły się świecić, a żyły lekko świeciły jasnym światłem. Służka pisnęła ze strachu i nagle przemieniła się w białą mysz. Nastąpiłem jej na ogon.
-A ty gdzie się wybierasz?-zapytałem, mocniej naciskając stopą na jej ogonek.
Mysz pisnęła bardzo głośno, a Ayano złapała mnie za ramię.
-Puść ją... Proszę.-powiedziała.
Lekko odepchnąłem blondynę, ale tylko po to, aby przestała trzymać moje ramię. Posłałem jej dość ciepłe spojrzenie, a potem prychnąłem. 
-Sorry jak za mocno... I nie puszczę jej. Wie, gdzie jest moja siostra, więc nie ma tak łatwo. Jak mi tego nie powie, to ją zabiję.-powiedziałem.
Mysz nadal piszczała, a Ayano zdawała się martwić losem służki Majestii. No kto by się spodziewał, że moja wielce kochana siostra się zainteresuje moim istnieniem. Listy to nie wszystko. Nie widziałem jej z 15 lat. Mam zamiar wyciągnąć od tej całej Hinaty, gdzie ona jest.

<Ayano?>

Od Ayano C.D Nagisy

Ciche westchnięcie pokiwanie głową zastanowienie się i wreszcie mądra wypowiedz (tak myślę).
- Nie zakochana a raczej zaskoczona, wiesz zaczynam cię podziwiać - Powiedziałam znów wracając wzrokiem do tych cudownych chmur znajdujących się na błękitnym niebie.
- Podziwiasz mnie dla czego ? - W głosie chłopaka dało wyczuć się nutkę zaskoczenia, chyba nie spodziewał się takich słów wypowiedzianych z moich ust.
- No wiesz ja od zawsze miałam wszystko na pstryk ręką, mój tata ma własną dobrze prosperującą firmę podzieloną na dwie części jedna należy do niego druga do mamy, to właśnie spowodowało że wychowałam się w bogatej rodzinie, nigdy nie musiałam kraść, zabijać czy tym podobne, wszystko zawsze było nie oznacza to, że jestem jakąś plastikową laką która myśli tylko o kasie nic podobnego - Zapewniłam. - To właśnie wywołuje u mnie szacunek do takich ludzi jak ty, zawsze radzisz sobie ze wszystkim sam, nie prosisz o pomoc nigdy się nie poddajesz to na prawdę niesamowite - Dodałam.
Oboje spojrzeliśmy na siebie w tym samym momencie po chwili odwracając wzrok.
- Nie powinnaś mnie podziwiać - Odparł krótko.
- Może i nie powinnam ale to robię nic na to nie poradzę.
Po moich wypowiedzianych krótkich słowach zapadła cisza, żadne z nas nie chciało nic mówić, tak jak byśmy no nie wiem czuli się zakłopotani ? Nie to może złe słowo po prostu byliśmy zamyśleni, o tak to słowo bardziej do tego pasuje. Każde z nas myślało o czymś innym, takie mam wrażenie bo tego tak na prawdę nie wiem.
Zamyślona zamknęłam na chwilę swoje oczy wsłuchując się w dźwięki natury, śpiew ptaków szelest liści wszystko było takie przyjemne dla ucha, jednak mimo tych dźwięków mogłam jeszcze usłyszeć kroki takie lekkie kroki nieznane słyszane prze zemnie pierwszy raz.
- Ktoś cię obserwuje - Szepnęłam nawet nie otwierając swoich oczu.
- Nie twoja sprawa - Warknął odrobinkę wkurzony.
- Fakt nie moja sprawa - Przyznałam mu racje przestając się odzywać, niepotrzebne denerwowanie go nic mi nie da, ba jedynie znów mi nawtyka a ja będę tylko bardziej podłamana, to nie ma najmniejszego sensu na prawdę.
Leżąc tak spokojnie na trawie czułam jak wzmaga mnie sen, to było nieco dziwne nigdy nie traciłam czujności przy obcych ludziach a tu proszę, nagle staję się całkowicie inną osobą, która może nawet ufa temu kolesiowi, pewnie będę tego jeszcze żałowała.
Zmęczona ziewnęłam zakrywając ręką twarz kręcąc głową.
-Tylko mi tu nie zasypiaj - Mruknął z tym swoim fochem w głosie.
- Dobrze, dobrze o to się nie martw - Mruknęłam otwierając oczy.
- Nagisa przepraszam, że o to pytam ale wielu wrogów masz ? Pytam bo trochę niepokoi mnie ta dziwna nieznana istota krążąca nieopodal - Dodałam nie wiedząc nawet czy będzie chciał mi odpowiedzi na to pytanie, czy też nie z resztą to jego sprawa jeśli chce niech mówi jeśli nie to niech milczy ja wszystko uszanuje.

<Nagisa ? :D>

Od Yumiko do Subaru

Cicho zakasłałam i szczelniej owinęłam szyję szalikiem. Jak ja nienawidziłam jesieni. I tych wszystkich przeziębień, angin, gryp i wielu innych zaraz, które królują w tym okresie. Boże jedyny, przecież to jest okropne. O wiele bardziej okropne niż wstawanie z łóżka w poniedziałkowe poranki — w takim przypadku można zaznać czegoś takiego, jak sen. A jak złapiesz jakiegoś zarazka? Możesz tylko pomarzyć o wpadnięciu chociaż na chwilę w objęcia Morfeusza! Nie ma mowy, byś zasnął z paskudnym kaszlem czy zatkanym nosem. Mocniej zacisnęłam palce na opakowaniu pastylek na ból gardła. Nie wiem, czy to mi pomoże. Albo mojemu bratu. Ale nie zaszkodzi spróbować.
Poczułam wibracje telefonu. Niechętnie wyjęłam urządzenie i równie niechętnie zaczęłam odpisywać na sms-a od brata. Nie powinien narzekać na swój stan. To on siedzi w ciepłym pokoiku, a ja muszę uzupełniać zapasy medyczne. Oraz żywności. I muszę wychodzić na zimny dwór. Kto tu ma gorzej?
Poczułam nieprzyjemne mrówienie na skórze, które wcale nie nastąpiło przez chłodne, wieczorne powietrze. Gdzieś tu jest demon. Szybko kliknęłam „wyślij” i nerwowo rozejrzałam się dookoła. Niby panuje tu zgoda, nie ważne, jakiej rasy by się nie było... ale demony zawsze były nieprzewidziane. Albo po prostu ciągle wpadałam na tylko takie.
Ale takiego demona jak wtedy spotkałam, to się nie spodziewałam.
Przez pierwsze kilka sekund naprawdę nie mogłam uwierzyć w to, że ta mała istotka mogła być czymś tak okropnym.
Przypominało kociaka. Niewielkiego, uroczego i milutkiego kociaczka. Jego sierść miała ładny, bielutki kolorek; nie wiedziałam, jakim cudem utrzymywało ją w takiej czystości. Siedział pod jednym ze starych domów i przyglądał się mi swoimi czerwonymi ślepkami.
Może nie był do końca kotem, ale nadal trochę przypominał kota. A ja nigdy nie przeszłabym obok takiego stworzenia obojętnie.
Im dłużej mu się przypatrywałam, tym bardziej nie mogłam uwierzyć, że ma w sobie coś demonicznego. Byłam przekonana, że nic nie potrafiłby mi złego zrobić. Podeszłam do niego i przykucnęłam; jedyne czynności, jakie wykonywał to mruganie i oddychanie. Nie poruszył się nawet o milimetr. Wyciągnęłam rękę w jego stronę, będąc gotowa szybko ją zabrać w razie niespodziewanego ataku. Demony często bywają też złośliwe.
Ale nie taka słodycz, pomyślałam, kiedy drapałam go pod bródką.
Teraz już wiem, że nieważne, jakiego rodzaju byłby demon. I tak będzie wredny. Oraz nieprzewidywalny.
Kotowate stworzenie w jednej chwili mocno ugryzło moją dłoń i przyozdobiło ją krwawymi śladami swoich pazurów. Zapiszczałam cicho z bólu i wyszarpnęłam się z zacisku jego drobnych, ale ostrych kiełków.
– Och, spadaj – jęknęłam w stronę demona, oglądając rany. Skubaniec dość głęboko zarył swoimi pazurkami, szlag by go. Zaczęłam przetrząsywać kieszenie w poszukiwaniu jakiejkolwiek chusteczki, by jakoś zatamować to krwawienie i nie ubrudzić sobie krwią ubrań, ale nic nie znalazłam.
Znów cicho jęknęłam. Za jakie grzechy? Spojrzałam z nienawiścią na demona; miałam wrażenie, że ten pchlarz się uśmiechał.
– Shi?
Ktoś w takie chłodne wieczory potrafił wychodzić z domu? Niech mnie nauczy tej umiejętności. Odwróciłam się, ściskając zakrwawioną dłoń. Może ta osoba miała chusteczki?
Słysząc ten męski głos, demon jak gdyby nigdy nic wstał i wręcz tanecznym krokiem podszedł do niezadowolonego chłopaka, najpewniej właściciela tego głosu. To ani trochę mi nie pomogło. A jeżeli pupilek bierze przykład z właściciela? Oblizałam spierzchnięte usta, przełknęłam ślinę i wydobyłam się na miarę pewne:
– Przepraszam... ma pan może chusteczki?

(Subaru? c:)

Od Tsubaki'ego CD Liv

Co było ogromną racją. Gdy tylko byliśmy pod domem dziewczyny, zaczęło mocno padać. Skończyło się na tym iż Liv zaprosiła nas do środka.
- Proszę tylko nic nie dotykajcie - Poprosiła nas.
Oboje z Wataru przytaknęliśmy głowami i poszliśmy do salonu, gdzie uważnie obejrzeliśmy cały pokój. Moim zdaniem był bardzo specyficznym miejscem. Gdy tak oglądałem wszystko, Wataru oznajmił że idzie do łazienki. Fakt był w sumie taki, że nie bardzo wtedy zwróciłem na niego uwagę. Dopiero gdy na horyzoncie pojawiła się Liv z herbatą, zdałem sobie sprawę, że młodego od dłuższej chwili już nie ma.
- Gdzie młody ? - Spytała nieco zaskoczona.
- Poszedł do toalety - Przytaknęła jedynie głową, na moją odpowiedź. Jednak gdy tylko usłyszeliśmy krzyk dochodzący z góry...  Dziewczyna westchnęła cicho, a ja wraz z nią skierowałem się na górę do otwartego pokoju. Wszędzie tam znajdowały się lalki. Wszelakiego rodzaju... Od razu poczułem na sobie wzrok wszystkich tych zabawek. To było takie......Dziwne!
- Wataru tutaj nie wolno wchodzić - Odparła bardzo cicho rozglądając się dookoła.
- To twoje lalki ? - Spytałem niepewnie, uważnie przyglądając się Liv.
Chcąc nie chcąc to była strasznie dziwna sytuacja. Chodź w sumie powiedział bym, że nawet i przerażająca. Dla mnie! Bo Wataru był bardzo zadowolony tym wszystkim.
- Nie, nienawidzę ich...To lalki mojej mamy, miała na ich punkcie bzika kochała je i to bardzo były dla niej jak dzieci, które ani za dużo nie mówiły ani nie za bardzo brudziły. One były dla niej po prostu idealne - Wyjaśniła, wypraszając nas z pokoju, zamykając go na klucz.
- Dla czego więc ich nie wyrzucisz albo nie oddasz ?- Dopytałem zaskoczony jej wypowiedzią.
- Nie mogę, one są częścią tego domu, po za tym gdyby trafiły w ręce bezbronnych niewinnych ludzi skończyło by się to dla nich bardzo źle...One są przeklęte - Szepnęła schodząc po schodach na dół, wracając do salony.
- Przeklęte co masz na myśli ? - Dopytałem zaciekawiony. Chcąc nie chcąc, bardzo interesowały mnie takie rzeczy. Tak, tak wiem to dziwne. Za to mój braciszek teraz grzecznie i cicho siedział w miejscu, bawiąc się jakimś miśkiem.
- Ta...Ale pomińmy ten temat do puki są zamknięte w pokoju nic nikomu nie grozi - Zauważyła bawiąc się swoimi włosami. - Może zmieńmy temat...Powiedz mi często zapuszczasz się w te tereny ? Bo tak w sumie mam wrażenie, że no gdzieś cię już widziałam, tylko nie wiem tak w sumie gdzie - Dodała.
Spojrzałem na nią trochę zakłopotany i westchnąłem ciężko. I co ja mam odpowiedzieć?
-W sumie tak, często zapuszczam się w te okolice - Wyjaśniłem spokojnie
-Nie boicie się? Wyglądacie na.....no cóż na pochodzących z dobrej rodziny. - Stwierdziła dość niepewnie. Widać, że wahała się wypowiadając te słowa.
Machnąłem ręką, uśmiechając się delikatnie na słowa dziewczyny.
-Co z tego. Człowiek jak człowiek. Ja tam nie boję się chodzić w takie miejsca. Gorzej jak mi młody znika wtedy jest ciężko - Westchnąłem
-Albo jak dopadają cię twoje fanki! - Zachichotał Wataru.
Spojrzałem na brata, mrużąc swoje oczy. On zdecydowanie ma za długi język! Zdecydowanie! Normalnie, go zamorduje kiedyś za to wszystko.
-Jak to fanki? - Dopytała zaciekawiony Liv.
Chciałem coś odpowiedzieć, ale tuż przede mną pojawił się mój braciszek i usiadł między mną a Liv, wpatrując się uważnie w nią.
-Jest aktorem! - Zachichotał.
Westchnąłem ciężko, uderzając ręką w swoje czoło. Jak ja czasami mam go dość. A to ja muszę tak na prawdę się nim najwięcej zajmować, bo inni niby nie mają na tyle czasu. Przeczesałem powoli włosy, wpatrując się w dziewczynę.
-To jedynie nieistotna informacja - Wyjaśniłem spokojnie

(Liv? xD)

Nowa postać Subaru

"Są ta­cy, co nie pot­rze­bują no­cy. Ciem­ność pro­mieniuje z nich. "


Imię i Nazwisko: Subaru Sakamaki
Rasa: Wampir
Wygląd zewnętrzny:
Wzrost: 178
Waga: 62 kg.
Kolor oczu: Czerwone
Kolor włosów: Ni to białe, ni to różowe
Cechy charakterystyczne: Na szyi nosi klucz, ale do czego on jest mu potrzebny to tego nie musisz wiedzieć ;)
Płeć: Chłopak♂
Orientacja: Heteroseksualizm
Wiek: 30 lat, ale jego wygląd zatrzymał się na wieku 18 lat.
Charakter: Subaru to tajemniczy chłopak , który doskonale wie czego chce. Rzadko się uśmiecha, jest mało rozmowny.  Można powiedzieć, że nie jest on typem towarzyskiej osoby. Jedynymi osobami, które toleruje w miarę, są jego bracia. Jest inteligentny, sprytny i potrafi pomagać. Cóż został wychowany w ten sposób, że jest osobą która nie ma co szukać na tym świecie. Przez to ma bardzo niską samoocenę, ale próbuje to ukryć pod maską zimnego drania. Jest strasznie szczerą osobą. Tyle że jeśli chodzi o innych. O sobie nigdy nic nie powie. Jest jak studnia bez dna. Nie możesz do końca zgłębić co siedzi w jego umyśle. Jest bardzo nieprzewidywalny. Ze spokojnego, może nagle się zrobić zaborczy i okropnie wredny. Rzadko kiedy powstrzymuje się od czegokolwiek. Można by powiedzieć, iż odrobinkę jest nieokiełznany. Zawsze bierze to czego chce, nie ważne czy innym się to nie podoba. Nie jest sadystą, bo raczej by aż tak bardzo kogoś nie skrzywdził. Jednak ma czasami swoje dziwactwa. Typu śledzenie kogoś. Może to dlatego, że czasami marzy mu się by ktoś go nareszcie zrozumiał? Mimo iż nie bardzo chce mówić o sobie. To bardzo nietypowa osoba, która ma bardzo wygórowane wymagania. Rzadko się odzywa, a jak już musi to bardzo niechętnie. Nie ukrywa nigdy swojego niezadowolenia. Wręcz przeciwnie, chce aby rozmówca zrozumiał, że ten nie ma w ogóle ochoty na jakieś pogawędki. Przeważnie to skutkuje. Chłopak jest tak obojętny na opinię innych, że potrafi w trakcie rozmowy po prostu bez słowa odejść. W sumie nigdy jakoś bardzo nie interesowali go inni, no może prócz jego matki. Ale to już stare dzieje. Ujmując w dwóch słowach. On po prostu ma trudny charakter.
Rodzina: Ma  pięciu przyrodnich braci.
Partnerka: Po co mu?
Zauroczenie: Brak!!!
Moc:
Teleportacja: Pojawianie się nagle znikąd, przenoszenie się w różne miejsca.
Zwiększona siła: Chłopak jest nadzwyczaj silny. Co pokazuje, gdy jest bardzo wściekły.
Latanie: Chłopak potrafi normalnie latać, nie ma co do tego żadnych ograniczeń.
Mowa: Subaru potrafi rozmawiać w każdym języku świata to po pierwsze. Po drugie potrafi porozumiewać się ze zwierzętami.
Ciekawostki:
*Subaru bardzo lubuje się w krwi. Przede wszystkim ludzką, jednak nie pogardzi też krwią zwierzęcą lub nadnaturalną.
*Lubi czytać książki i właśnie to przeważnie robi.
*Trzyma się na uboczu, przez co w szkole nie ma żadnych znajomych.
*Posiada sztylet to zabijania wampirów.
*Mimo że to bujdy, to jednak nienawidzi czosnku.
*Uwielbia koty i króliki.
Dodatkowe zdjęcia:
Login: wikas

Imię: Mujitsu no shi ( jp. Niewinna śmierć). Jednak Subaru pieszczotliwie przezywa go Shi, Mujitsu, Muji. 
Wiek: 5 lat (długowieczny) 
Rasa: Demoniczny królik
Płeć: samiec
Magiczna Zdolność: 
*Przemiana w koto-podobne stworzenie. 
*Muji może spełnić niektóre życzenia swojego Pana, jest stworzeniem w rodzaju gina.
Rodzina: HAHAHA!
Partner: Żart? 
Właściciel: Subaru Sakamaki