środa, 22 listopada 2017

Od Mori Cd. Kahori

Reszta dnia minęła całkiem spokojnie. Nikt nie odważył się do mnie podejść, a co dopiero zagadać! Było mi trochę smutno z tego powodu ale przyzwyczaiłam się do samotności.
Wreszcie zabrzmiał upragniony dzwonek! Prędko wybiegłam przed budynek szkoły i wciągnęłam do płuc specyficzny zapach nadchodzącej zimy. Ruszyłam spacerkiem w kierunku domu.

***

Weszłam do mieszkania i zastałam Kahori i Reda… To był kolega z pracy Kahi… Ale nigdy nie chciała mi powiedzieć gdzie pracują.
Przywitałam się z nimi grzecznie, a oni powiedzieli, że muszą na chwilę wyjść. Oczywiście zgodziłam się! Usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza i śmignęłam do pokoju. W mgnieniu oka odrobiłam wszystkie lekcje po czym zaczęłam się nudzić. Kahori i Kuro nie mieli zbyt dużo pieniędzy dlatego nie stać ich było na książki pisane Braillem. Na szczęście obydwoje co jakiś czas kupowali mi audiobooki. Naklejali później na płyty odpowiednie litery, a ja mogłam sama sobie włączyć odpowiednią historię. Jednak na razie nie miałam nic nowego. Wszystko już słuchałam. Chwilę chodziłam w te i spowrotem po domu gdy nagle wpadłam na genialny pomysł by coś uszyć.
W małej łazience gdzie zmieścił się jedynie maleńki prysznic, ubikacja, pralka, lustro i pojemnik na brudne ubrania, stał jeszcze jeden kosz. Wewnątrz znajdowały się rzeczy do zacerowania.
Pierwszą rzeczą jaka wpadła mi w ręce były dżinsy. Chwilę szukałam dziury ale okazała się dość pokaźnych rozmiarów. Już miałam udać się z nimi do salonu gdzie trzymaliśmy przybory do szycia, gdy nagle poczułam, że ktoś przyciska do moich ust szmatkę wydzielającą ostry, duszący zapach. Chwilę siłowałam się z przeciwnikiem lecz nic to nie dawało. W końcu poczułam jakby moje kolana były z waty i nie podtrzymywana przez nikogo upadłam twarzą na twarde deski. Zdążyłam poczuć jeszcze krew płynącą mi z nosa i zapadłam się w dół. Bo przecież na co dzień też widziałam ciemność...


< Kahi? Możesz mi na razie nie odpisywać? Dziex ^^ >

poniedziałek, 20 listopada 2017

Nowa postać Malum Quia

 „Lecz zaklinam — niech żywi nie tracą nadziei. I przed narodem niosą oświaty kaganiec. A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei, jak kamienie przez Boga rzucone na szaniec!...”.

Imię i Nazwisko: Posiada ich wiele. Ostatnim, które najbardziej zapadło jej w pamięć było nazwanie jej szatanem przez jakiegoś duchownego .Malum Quia. Jednak przedstawiam się jako Mal bądź Pupillam.
Rasa: Pochodzi z silnego oraz dumnego rodu wilkołaków, jednak za sprawą pewnego demona stała się hybrydą demona oraz wiedźmy z odrobiną genów kotołaka.
Wygląd zewnętrzny:
Wzrost: 
Niewiele, bo 167 centymetrów wzrostu.
Waga:
 Drobna, chuda dziewczyna więc zapewne nie waży zbyt wiele, bo 51kg. Posiada nie małe kształty których pozazdrościłaby nie jedna pani. Jeśli ktoś ma jakiekolwiek kąty co do tego niech się przyjrzy. Nie jest jakoś super chuda. Posiada lekki tłuszczyk widoczny na jej brzuchu który zresztą jej nie przeszkadza a nawet go lubi i nie zamierza schudnąć czy też przejść na jakąś dietę. Wcześniej była naprawdę chuda miała nawet lekką niedowagę jednak zmieniła się to gdy porozpierawszy została opętana.
Kolor oczu:
Duże fioletowe oczy, otoczone wachlarzem długich oraz gęstych rzęs. Często są podbite albo podkrążone przez niewysypianie się.
Kolor włosów:
Była blondynką jednak jej włosy zmieniły kolor na fioletowy przy pierwszym opętaniu. Zwykle pozostają w nieładzie a jakoś nie zmusza się do ich ogarnięcia.
Cechy charakterystyczne:
Skóra blada. Wręcz biała skóra bez pieiszyków czy zaczerwień. Często widoczne blizny, siniaki, zadrapania czy nawet obdarcia. Jednak jest bardzo gładka.Przeważnie ubiera się w białe bądź czarne ubrania. Te kolory są zdecydowaną większością jej dosyć sporej zresztą szafy. Zwykle są to szerokie oraz grube bluzy. Jeśli chodzi o buty to raczej zwykłe trampki czy kozaki.Uwielbia pierścionki. Zawsze jakieś muszą znajdować się jej na palcach. Nie ma również dnia, w którym nie miała by na sobie jakiegoś bandarza czy plastra.
Płeć: Dziewczyna♀
Orientacja:
Dziewoja ta przez swego demona uznawana jest za postać bezpłuciową jednak naturalnie jest kobietą. Demon zamieszkały w jej ciele oraz umyśle potrafi zmieniać swoją płeć przez co dziewczyna miewa różne przemyślenia w stosunku do wszystkiego. Dziewczyna już od dawna czuła pociąg do zwłok. Tak, jest nekrofilką nie wstydzi się tego jednak wie, że jest to dla otoczenia dziwne więc stara się światu nie okazywać tego na każdym kroku. Gustuje jednak najbardziej w zwłokach mężczyzn oraz kobiet w dosyć młodym wieku. Czasem nawet nieletnich. Cóż zależy to jednak od kaprysu jej demona. A co do tego czy woli mężczyzn czy też kobiety. Cóż raz sądzi, iż to kobiety ją pociągają raz dla niej byłoby to okropne i paskudne być z kobietą. Tak samo z facetami. Miłość ? Trudne pytanie. W pewien sposób demon zmusza dziewczynę aby odczuwła w jego stronę w pewnym sensie miłość, zauroczenie ? Jednak Malum ma go gdzieś tak jak każdego. Woli swoje zwłoki niż jakiegoś chłoptasia czy dziewczynkę.
Wiek: Urodziła się jakieś 1983 lata temu. Jej wiek zatrzymał się na 19 latach.
Charakter:
Cechy jej paskudnej osobowości były widoczne już dzieciństwie. Często wdawała się w bójki, kłamała. Pozorna szczerość i wiarygodność to w prawdzie działania nastawione na osiągnięcie konkretnych celów przez dziewczynę. Jest dobrym strategiem i raczej nie ma większego problemu z planowaniem czegokolwiek.
Jest zwyczajnie nieobliczalna i chora psychicznie. Cóż nie jest łatwo zachować normalność, gdy milion myśli od znienawidzonego demona kłębi się w jej głowie rozsadzając ją przy tym. Nie raz była zmuszona po prostu wziąć naprawdę mocne leki na ból głowy, które i tak mało co pomagały. Zazwyczaj swoim zachowaniem budzi kontrowersji wiele. Jest cicha i wydaje się zamknięta w sobie, ale nie myl tych cech z nieśmiałością, bo to najgorsze co możesz zrobić. Dziewczyna nie chce rozszarpywać każdego napotkanego człowieka na oczach innych ludzi. Paradoks. Chciałaby i demon też by chciał jednak dziewczyna nie chce zginąć co zapewne by nastąpiło po masowym mordzie na innych osobach. Przy pierwszym spotkaniu tej osoby sprawia wrażenie osoby szalonej, emanującej wręcz niezaprzeczalną charyzmą, wydaje się sympatyczną osobą. Jej wypowiedzi są „ sprawdzane „ przez demona który zamieszkuje jej umysł i nie zawsze odpowie, jeżeli demon jej nie pozwoli lub to demon odpowie za nią. Dziewczyna od dziecka wyglądała na bardzo poważną a jej wydawałoby się, że wkurwiony, a zarazem znudzony wzrok dodawał jej tej powagi a zarazem sprawiał iż inni bali by się podejść do niej ze względu na to, że rozszarpałaby ich za byle oddychanie czy powiedzenie czegokolwiek co w jakiś sposób nie spodobało by się jej. Nigdy nie odczuwała empatii i nigdy to nie nastąpi. Gdybyś ją zgwałcił, pobił, zabił byś kogoś kto zdawał się dla dziewczyny naprawdę ważnym odpowie nicnieznaczącą wręcz ciszą. Budzą się jednak w niej emocje fałszywe takie jak miłość. Jednak nie jest ona w jakiś sposób prawdziwa. Wręcz przeciwnie. Jest to miłość zalalerzna, czyli „ kocham, bo potrzebuję cię do czegoś „ lub „ kocham, bo chcę wykorzystać „ nie jest to dla niej coś złego czy nie odpowiedniego. Od dziecka tak było i chyba po dziś dzień tak będzie.
Rodzina:
- „ .... Gdzieś za górą i za lasem, gdzieś gdzie nie wie nikt... „ -
Partner/ka: -
Zauroczenie: -
Moc:
• Przemiana w koto-podobną postać. Jest wtedy owiele sprawna fizycznie niż w swojej ludzkiej formie. A w swojej ludzkiej wychodzi już poza jakieś normy.
• Niezniszczalność. Nie chodzi tu o to, że nie da się jej zadać żadnych obrażeń. Jest to coś w deseń tarczy. Używa jej jedynie jako ostatniej deski ratunku.
• Hide and seek — potrafi wyczuć każde stworzenie. Po prostu wie gdzie co oraz kto jest. Nie ma to jakichś ograniczeń no, chyba że ktoś lub coś znajduje się winnym mieście, kraju czy planecie. Dzięki tej mocy może również się teleportować a także jest odporna na jakiekolwiek moce umysłowe.
• Breath — kontroluje ona wszelkie możliwe organy czy narządy. Najczęściej jednak dusi, przeciwnika sprawiając, że jego płuca przestają funkcjonować.
• Emna — Dzięki tej mocy może łatwo dowiedzieć się podstawowych informacji o swoim przeciwniku np.: imię, wiek itp.
Ciekawostki:
• Nie toleruje, nienawidzi wręcz dzieci. Czy chciała by posiadać takowe ? Nigdy. Lepiej trzymajcie swoje pociechy zdala od niej.
• Uwielbia wszelaką gejozę. 
• Jest Otaku. Ogląda anime i czyta mangę. Powiedzmy, że ma na tym punkcie obsesję.
• Ma eisoptrofobię, czyli paniczny lęk przed lustrami. Cóż dziewczyna jej nie posiada jednak jej demon owszem.
Dodatkowe zdjęcia:
Jako Kotołak:
Login: TWÓJ_ONI-CHAN

Od Lilly CD Hitoshii'ego

Ledwo kiwnęłam głową i jak najszybciej z stamtąd wyszłam, po wyjściu mogłam odetchnąć.
Skierowałam się do windy i nią zjechałam na dół, i od razu zostałam zaczepiona przez recepcjonistkę.
- Ten młody to nasz nowy szef? - zapytała, opierając się na fotelu, patrząc na mnie.
- Tak...- opdowiedziałam, patrząc na nią i na jej szerzący się uśmiech.
- Będziesz jego asystentką? - ponowne pytanie.
- Prawdopodobnie, ale muszę iść, cześć — rzekłam szybko, bo wiedziałam do czego ta rozmowa zmierza.

~~

W domu byłam po jakiś dwóch godzinach, bo na drodze był wypadek i nie mogłam nic na to poradzić.
Nutella, gdy tylko mnie zobaczyła, od razu podbiegła, ciesząc się, ale i od razu zaskomlała, gdy głaskałam ją po głowie, dotykając ucha.
- Co jest do chuja pana...- warknęłam, widząc mocne skaleczenie na uchu i kapiącą krew z nogi.
Wzięłam sunie do łazienki i opatrzyłam jej nogę dopóki chociażby żeby przestała lecieć krew, a potem ją zabiorę do weterynarza.

~ Godzinę później ~

Usłyszałam otwieranie drzwi i wejście do domu, a potem głośne śmiechy. W szybkim tempie znalazłam się na dole, opierałam się o ścianę patrząc na nich.
- Widzę, że się dobrze bawiliście — mruknęłam, patrząc na nich.
- Nelly... Nie było Cię, więc poszliśmy sami. - rzekł mój kochaniutki " ojczym".
- Lilly... A i od razu ot, tak musieliście katować mi psa?! - syknęłam, a moje oczy od razu ściemniły się do ciemnego niebieskiego.
- Jakie katować? My nic nie zrobiliśmy — tym razem głos zabrał mój braciszek.
Zawołałam Nutelle, a sunia, skulona przyszła, stając koło mnie.
- A to co? Podpaliła się czy co? - warknęłam.
- Szczekała głośno i mnie to denerwowało, nie powinnaś mieć psa — mruknął ojczymek.
Zwinnym ruchem znalazłam się przy nim i ręką przycisnęłam go do ściany.
- Mogę Cię w jednej chwili wypierdolić z tego domu i nie będziesz miał nic do gadania, rozumiesz? - syknęłam, a moje dłonie zaczęły palić mu koszule.
Kiwnął szybko głową i po paru sekundach go puściłam, a on osuwając się na ziemie, zmroził mnie wzrokiem.
- Córeczko...- zaczęła matka.
- Wiecie co? Wypierdalać stąd...- warknęłam, odwracając się do nich.
- Lilly...
- Macie coś ze słuchem czy co? Za godzinę wracam, ma was nie być...- syknęłam, zabierając sunie i wychodząc zostawiając tych ludzi co trują mi życie.

~~

Od ponad dwóch godzin siedziałam na ostatnim piętrze opustoszałego wieżowca, pozwalając uwalniać się łzom.
- Lilly, skarbie...- usłyszałam.
Podniosłam głowę od okna i spojrzałam do tyłu, zastając tam Tate pod postacią ducha, zamieniającego się w kilka chwil w normalnego człowieka.
- Ja..Jaa..Jak t..to możl..możliwe — wyjąkałam, podchodząc bliżej.
- Widzisz mnie jako człowieka, ale inni jako ducha - odpowiedział uśmiechając się słabo.
~ Następnego dnia ~

Za dwa dni mam zacząć pracę... U Hitoshii'ego...może tak jakby się z tego może wykręcić? Może znaleźć inną pracę?
- Yh..- mruknęłam, wstając z łóżka, słysząc dzwoniący telefon.
~ Halo? Tak, dobrze, zaraz będę.

~~

Po godzinie stałam już w recepcji, podpisując jakieś papiery, nie wiem komu to potrzebne.. Mniejsza oto.
- A i szef chce z tobą porozmawiać — oznajmniła recepcjonistka.
- Ale zaczynam dopiero od poniedziałku...- mruknęłam.
- Nie wiem... Chciał Cię widzieć.
Kiwnęłam głową i ruszyłam schodami na ostatnie piętro, po kilku minutach byłam na górze, pukając do drzwi.

Hitoshii? (:

Od Shi'ego Cd Iruki

Nie chciałem by mnie dotykał....By na mnie patrzył....Jestem obrzydliwy, skażony. Gdybym tam nie szedł, nic by się nie stało....On na pewno też chce mi zrobić krzywdę....
Zestresowany odepchnąłem go od siebie.
-Nie dotykaj mnie! -Jęknąłem łamiącym się głosem, trzęsąc się od dobrych paru minut jak galareta..
-Shi....-Usłyszałem jego zdziwiony i spokojny głos.
-Jestem obrzydliwy....-Zakryłem się kocem który leżał gdzieś obok mnie.
Usłyszałem kroki przy sobie, Iruka usiadł obok mnie i lekko zdjął koc z mojej głowy i spojrzał prosto w moje czerwone, załzawione oczy. Musiałem wyglądać jak zbity szczeniak...żałosne.
Chłopak lekko dotknął mojego policzka i odgarniając część moich włosów do tyłu przesuną dłonią na moją skroń.

Coś w tym stylu :)
Spojrzałem niepewnie w jego oczy, chłopak uśmiechnął się lekko i nagle delikatnie mnie przytulił.
-Już Shi...Spokojnie..-Szeptał, a ja dopiero po chwili się jakkolwiek uspokoiłem.
Blondyn zaczął mnie kołysać uspakajając cały ten czas. Czułem obrzydzenie do samego siebie i nie wiedziałem jak on może mnie jeszcze dotykać.
-Nie mów tak o sobie....-Poczułem jego ciepłe wargi na moim czole przez co zaczerwieniłem się jak dorodny burak. -Jesteś słodki....Chodź zrobimy herbatę...-Zmrużyłem oczy chcąc mu przypomnieć iż jestem Ghoulem. -Ewentualnie kawę...
-Idiota....w ogóle jak ty mi się wbiłeś do mieszkania?!
-Teleportacja....
-............Nie uwierzę, że się martwiłeś więc jaki miałeś powód?
-Chciałem ci okraść lodówkę.....-Uśmiechnął się głupkowato.
-A tak na serio? -prychnąłem rozdrażniony.
-Jak powiem prawdę to nie uwierzysz... -Zamruczał zadowolony, na co speszyłem się jeszcze bardziej, on był okropny.....Powoli wstałem i poszedłem w stronę kuchni zawijając się mocniej w koc.
-Shi tu śmierdzi....wietrzyłeś tu..w ogóle się myłeś? -Skrzywił się.
-Nie.....-Zarumieniłem się zawstydzony.
-WON POD PRYSZNIC BO WSZY DOSTANIESZ! -Krzyknął, a ja w sekundę byłem w łazience, nie wiem czemu ale się wystraszyłem, miał coś w sobie...Ostatecznie posłusznie zdjąłem z siebie ubrania które jechały na kilometr i wszedłem pod prysznic, patrząc na swój brzuch w którym rozwijała się mała istota....Nienawidzę jej....Ciepła woda spływała po mojej skórze, przynosząc ukojenie i śmierć brudowi. Umyłem dokładnie ciało i włosy, później nad zlewem ogoliłem się, umyłem zęby i twarz, ogólnie zadbałem o każdy element mojego ciała. Ubrałem też czyste ciuchy w postaci luźnych czarnych dresów i szarej bokserki. Wyszedłem z łazienki i oślepiło mnie światło, wszystkie zasłony były odsłonięte, a pomieszczenia wywietrzone, za to Iruka leżał rozwalony u mnie na kanapie i oglądał telewizje na wielkiej plazmie.
-Nie za wygodnie? -Warknąłem na niego, po czym usiadłem na drugim końcu kanapy.
-O w końcu nie śmierdzisz...-Mruknął, na co spaliłem buraka. jak ja go nienawidzę, a jednocześnie...chyba się zakochałem...Shi ty idioto...

Iruka?

Powitajmy Ikazu!

Imię i Nazwisko: Ikazu Orichara-Heiwajima
Wygląd zewnętrzny:
Wzrost: 120 cm
Waga: 19 kg
Kolor oczu: Ciemny
Kolor włosów: Szatyn
Cechy charakterystyczne: Silna niedowaga i wieczna kurtka z futerkiem po mamie
Rasa: Kotołak
Płeć: ( Chłopak♂)
Wiek: 6 lat
Charakter: 
Ikazu w przeciwieństwie do swoich rodziców jest bardzo cichy i spokojny. Chłopiec od małego jest aspołeczny i trudno nawiązywać mu nowe znajomości.
Podobnie jak ojciec nienawidzi przemocy, jednak ciągle jest jej poddawany. W szkole zajmuje pozycje klasowego geniusza i kozła ofiarnego, gdyż boi używać się swojej nadprzyrodzonej siły odziedziczonej po tacie. Nie potrafi obchodzić się ze swoją mocą więc tłumi ją w sobie. O swoich problemach nie mówi nikomu. Uważa że jego rodzice mają i tak za dużo problemów. Ikazu znajduje ukojenie w muzyce, uwielbia swoje skrzypce które dostał po starym ulicznym skrzypku z którym swojego czasu bardzo się zaprzyjaźnił. Jednak starzec zmarł zostawiając mu tylko stare skrzypce. Przedmiot jest bardzo wartościowy dla chłopca i nie wyobraża sobie by ktoś mógł go zniszczyć.
Rodzina: 
-Shizuo Heiwajima (Ojciec)
-Izaya Orichara (Matka)
-Kou Mukami (Dziadek)
-Yui Orichara (babcia)
-Yuma, Ruki, Azusa Mukami ( Dziadkowie stryjeczni)
-Isao Mukami ( Wujek [*])
-Iruka Mukami ( Wujek )
-Shuu Mukami ( Kuzyn, syn Isao)
-Shiro Mukami (Kuzynka, córka Isao)
Ciekawostki:
-Ma wielki talent muzyczny do instrumentów
-Uwielbia grać na skrzypcach
-Nie lubi słodyczy
-Pięknie śpiewa
-Potrafi tańczyć
Głos:
Dodatkowe zdjęcia:
Z mamusią

Gdy Dorośnie:

Login: rybka34 (hw)

Od Izayi Cd Shizuo

Shizuo wybiegł z sali za lekarzem, co trochę mnie zdziwiło. Lekarz nie powie mu nic o moim stanie zdrowia tym bardziej, że prawnie jesteśmy w separacji. Usiadłem na łóżku i patrzyłem w drzwi lekko przytrzymując duł  już dużego brzucha. Blondyn po chwili wrócił do sali i usiadł przy mnie. 
-Izaya....Gdy wyjdziesz ze szpitala, wróć do domu...-poprosił i przytulił się do mnie
-Z chęcią....-Uśmiechnąłem się do niego i wtuliłem się w jego silny tors.

~*~

Dzisiaj mijał miesiąc od mojego wyjścia ze szpitala, oczywiście wróciłem do domu razem z naszym dwu miesięcznym dzieckiem. Mały był wcześniakiem ale dawał radę, był silny po Shizusiu i niestety bardzo charakterny. Dziś właśnie powinien być mój pogrzeb, a jednak rak ustąpił, a ja i Shizu dzisiaj jesteśmy 100% małżeństwem. Jak co rano stałem nad kuchnią w swoim różowym fartuchu i robiłem śniadanie, kiedy do pomieszczenia wszedł Shizuo z zaspanym Ikazu maluch na mój widok ożywił się i pisnął dając znać iż jest już głodny.
-Ohayo Shizu-chcan...-Podałem zaspanemu blondynowi, a za chwile jak nie pójdzie po farbę siwusowi talerz z śniadaniem pod nos. Zabrałem mu malucha i przytuliłem dziecko do piersi.
-Hej....-Ziewnął i zabrał się za jedzenie. Napuszyłem lekko policzki i kopnąłem jego krzesło.
-A dziękuje gdzie? -Prychnąłem i wziąłem wcześniej przygotowaną butelkę z mlekiem.
-Iza spadaj jestem zmęczony i....-Nie skończył bo wepchnąłem mu pieczoną pietruszkę do ust i obrażony poszedłem do salonu, aby następnie usiąść na kanapę. Już wiem czemu spierdoliłem, nienawidziłem tej jego cechy, przez co ciągle się kłócimy... Dałem mu trójkę dzieci a ten co? Nawet zwykłego dziękuje nie powie....Cham...
Karmiłem spokojnie synka, a widząc kontem oka blondyna w progu prychnąłem w myśli.
-Izaya? Ty już jadłeś? -Spytał.
-Zjem jak wyjdziesz do pracy....-Mruknąłem nie zadowolony.
-Zawsze tak mówisz a potem nie jesz...
-Zgadnij czemu? Może dlatego, że kolacje i obiad wciskasz mi siłą?
-Bo ty nic nie jesz....Schudłeś....-Westchnął i chciał mnie pogłaskać. Nadal nie czułem się za pewnie po tym jak się "mścił"
Odsunąłem się i poszedłem z maluchem do jego kojca, zaczął zasypiać po jedzeniu....
-Idź już lepiej bo się spóźnisz...-Mruknąłem i przykryłem szczelnie maluszka kocykiem.

Shizu-chan? Sorry brak wełny XD


sobota, 18 listopada 2017

Od Heilee cd Viggo

Nie zwracałam uwagi na chłopaka trenującego western. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia po co było mu potrzebne tyle sprzętu. Jakby się postarał mógłby to  zrobić bez niego. Chodź w sumie stać go na to wszystko a mnie nawet na utrzymanie konia nie stać więc chyba nie mam głosy co do tego. Nie mam sprzętu dla tego też go nie używam, logiczne. Cofnęłam lekko jedną łydkę dając klaczy znak do skręcenia w stronę stojących w kącie stojaków i drągów. Zeskoczyłam z klaczy podchodząc do pomalowanych na biało stojaków. Zaczęłam po kolei rozstawiać je wzdłuż jednej ze ścian. Widziałam że chłopak jej nie używa więc skorzystałam. Rozstawiłam po kolei drągi na kłus, następnie przeszkodę wysokości 50 cm, dwa drągi na galop, 4 przeszkody pod rząd wysokości 30 cm a około trzy fule dalej szereg dwóch przeszkód wysokości 90 cm i 110 cm. Dyplomacja cały czas podążała za mną bądź obserwowała z środka maneżu.
- Skończyłam. - odwróciłam się w stronę gdzie jeszcze przed chwilą stała Dypla. Rozejrzałam się po ogrodzonym terenie widząc jak klacz zainteresowana drugą parą ćwiczącą na maneżu dreptała za ogierem z ciekawością o oczach. Zaśmiałam się cicho opierając jedną rękę o biodro.
- Dypla! - zawołałam klacz. Ta momentalnie zwróciła głowę w moją stronę wesoło kłusując. Pogłaskałam ją po szyi słysząc tylko niezadowolone słowa i obelgi kierowane w naszą stronę. Że przeszkadzamy w treningu czy coś. Chodź sądząc po chłopaku nie wchodziliśmy mu zbytnio w drogę. Wystawiłam jedną rękę w bok robiąc dwa szybsze kroki przed  podskakując. Dyplomacja widząc mój gest weszła na ścianę puszczając się kłusem. Po połowie koła zaczęła pokonywać ułożony przeze mnie parkur.
- Brawo. - powiedziałam klepiąc ją po szyi. Zgrabnie wskoczyłam na jej grzbiet i ruszyłyśmy kłusem. Przejechałyśmy przez drągi przeskakując pierwszą przeszkodę. Puściłam siwą grzywę rozpościerając ręce w bok. Pokonałyśmy resztę parkuru w dość szybkim tempie.
- Nie chcielibyście może wziąć udziału w konkursie? - usłyszałam głos jakiejś kobiety opierającej się o płot. Z napisu na koszulce mogłam wywnioskować że jest to jedna z instruktorek. Zaciekawiona propozycją podjechałam do niej, podobnie jak ciemnowłosy.
- Za tydzień w naszej stajni odbędzie się konkurs w skokach bez sprzętu. - wytłumaczyła skrótowo.
- My chętnie. - zadeklarowałam.
- My również. - powiedział brunet.
- Super. wy macie starty za darmo, i jesteście razem w drużynie. - uśmiechnęła się podając nam formularze do podpisania.
- Wypełnione?- uniósł jedną brew spoglądając na rudowłosą.
- Wiedziałam że się zgodzicie.
- Drużyne...? - zapytałam gdy to zdanie do mnie doszło.
- Tak jest to konkurs dla par. Konie muszą być zsynchronizowane. W sensie stawiają tą samą nogę w tym samym momencie, skaczą równocześnie itp. - powiedziała gestykulując rękoma. - Dobra dzięki jesteście zapisani - rzuciła pośpiesznie odchodząc z naszymi formularzami.
- Tydzień to mało czasu. - westchnął chłopak. - Najlepiej zacznijmy od teraz. - uśmiechnął się. Spojrzałam na niego niezbyt zadowolona z takiego obrotu sytuacji ale trudno się nie zgodzić.
- Przydałby się ktoś kto ułożyłby tak parkur.- powiedziałam do siebie spoglądając na kartki które nam zostawiła.
- Załatwione. - zaśmiał się podpieprzając do dziewczyn stojących pod płotem. Chwilę z nimi porozmawiał po czym wręczył im kartkę a te z widoczną chęcią zaczęły rozkładać przeszkody. W tym czasie chłopak rozsiodłał swojego ogiera zostawiając wszelki sprzęt na płocie. Zaczęliśmy od przećwiczenia równego stępa. Nie mam pojęcia jak ale nasze konie były idealnie zsynchronizowane przez co szybko przeszliśmy do kłusa. Po pół godzinie treningu i przejechaniu parkuru zsiedliśmy chcąc sprawdzić czy aby na pewno konie idą równo gdyż z góry nie dało się tego dokładnie stwierdzić. Chłopak popędził ogiera który przeszedł do kłusa. W tym samym momencie Dyplomacja również przyspieszyła. No niestety dyplomacja minimalne spóźniała się ze stawianiem kopyt a ogier za szybko wychodził z kolejnym krokiem. Jednak wydaje mi się że będzie się dało to zniwelować.
- A za co będziecie przebrani? - zawołała jedna z dziewczyn ze słyszalną zazdrością.
- Ja to bym chciała takiego księcia. - rozmarzyła się inna.
- Dobry pomysł. - uśmiechnął się Viggo. - Zostaniesz moją księżniczką? - zapytał spoglądając na mnie z zalotnym uśmieszkiem.
- Niedoczekanie twoje. - prychnęłam - Już wolałabym paradować w stroju pokojówki niż różowij kiecce. - mruknęłam cicho.

Viggo?
layout by Sasame Ka